Tom I Rozdział IV, Posłowie
Rozdział IV
Akt II,
Scena pierwsza
Dalej! czas nagli; już dzwonka
wezwanie
Daje mi sygnał. Nie słysz go, Dunkanie,
Bo tego dzwonka melodya straszliwa
Do nieba ciebie lub do piekła wzywa.
- Makbet, Akt II Scena 1, William Shakespeare[1]
***
Karan nalała
sobie kawy do filiżanki.
Zdobiły ją
liczne niebieskie motyle, trzepoczące na białym tle. Wzór od razu przypadł jej
do gustu, dlatego ją kupiła – dekady temu, bo filiżanka była nieco starsza od
Shiona. Nie kosztowała wiele, nie dbała o nią również przesadnie, a mimo to
filiżanka z niebieskimi motylami towarzyszyła jej wiernie bez ani jednego
odprysku czy pęknięcia.
Wdychając
aromat kawy, Karan wyjrzała przez okno.
Zbliżała się
noc. Wcześniej Renka kupiła ostatnie trzy muffinki – Karan
zapewniała ją, że już zamyka sklep i nie potrzebuje żadnych pieniędzy, ale
Renka pokręciła głową i mimo to zapłaciła pełną kwotę.
– Wiem, że to nie były resztki ze sprzedaży,
tylko muffinki, które specjalnie dla nas odłożyłaś – dla
Riri, małego Getsuyaku i mnie – powiedziała, robiąc krok wprzód i obejmując
Karan. – Dziękuję ci, Karan. Sama świadomość, że jesteśmy w twoim sercu, znaczy
dla mnie więcej, niż możesz sobie wyobrazić. Dzięki temu mam siłę, by dalej brnąć
naprzód.
– Renka… –
zaczęła Karan.
– Naprawdę,
jestem ci wdzięczna z całego serca – ciągnęła Renka – ale nie mogę w
nieskończoność polegać na twojej hojności. To nie jest ten rodzaj
macierzyństwa, który chciałabym pokazać Riri. Dlatego proszę, pozwól mi przynajmniej zapłacić za te ciastka.
Karan
spojrzała na nią i ustąpiła.
Przez te
wszystkie lata życie nauczyło ją jednego: czasem życzliwość i bezinteresowność
mogą zranić człowieka równie dotkliwie jak przemoc czy nadużycie. Oczywiście
równie rzadko zdarzają się dorośli, którzy potrafią znaleźć granicę pomiędzy
pomocą a narzucaniem się, pomiędzy dobrocią a litością – większość ludzi, w tym
także Karan, miesza to wszystko ze sobą.
– W takim
razie, dziękuję za wsparcie – powiedziała, przyjmując monety. – I za to, że tak
wiernie kupujesz moje muffinki, Renka.
– Cała
przyjemność po mojej stronie. Co za szczęście mieć taką pyszną piekarnię tuż za
rogiem! Ostatnio mam też trochę większy luz w budżecie. Cieszę się, że moja
pensja w końcu zaczęła wpływać regularnie. Dostaję również od miasta zasiłek na
dzieci, co naprawdę bardzo pomaga.
Renka
pracowała obecnie w miejskiej placówce medycznej. Choć pensja nie była wysoka, wystarczała
na utrzymanie samotnej matki mogła z dwójką dzieci.
No.6, które jeszcze
niedawno wydawało się jedynie stertą gruzów, zdumiewająco szybko próbowało
odzyskać dawny kształt… nie, nie dawny – raczej próbowało odrodzić się na nowo.
– Masz
niesamowitego syna, Karan – powiedziała Renka. – W mgnieniu oka zaprowadził
porządek w chaosie i ustabilizował nasze życie. Chronos i Utracone Miasto to
już tylko puste nazwy, a wszyscy obywatele są teraz równi i wolni, bez względu
na to, skąd pochodzą. Mamy biblioteki i teatry – a nawet sale koncertowe!
Ludzie mogą tańczyć i śpiewać, ile dusza zapragnie, mogą swobodnie mówić, co
czują i myślą. Możemy wypowiadać się szczerze, prosto z serca – już nie musimy
kłamać. To wszystko jest jak sen – naprawdę niesamowite.
Renka nie
była jedyną osobą, która tak mówiła. Karan często słyszała pochwały w podobnym
tonie kierowane pod adresem Shiona. Za każdym razem jednak stanowczo kręciła
głową, mówiąc:
– Och, nie,
to nie tak. To zasługa całego Komitetu Restrukturyzacyjnego, nie tylko Shiona.
Shion nie był
jedyną osobą odpowiedzialną za to wszystko, podobnie nie były to owoce wyłącznie
jego ciężkiej pracy. Owszem, odgrywał istotną rolę jako przewodniczący Komitetu
Restrukturyzacyjnego, ale żaden proces nie może się rozpocząć, przebiegać ani
zakończyć tylko dzięki osobie stojącej na jego czele. Udało im się zajść tak daleko,
ponieważ Komitet Restrukturyzacyjny był organizacją, na której działanie składały
się wysiłki każdego z członków miejskiej administracji z osobna, którzy rzetelnie
i starannie wykonywali swoje obowiązki.
Shion
rozumiał to lepiej niż ktokolwiek inny. Karan również bardzo starała się zrozumieć.
A mimo to
ludzie obsypywali go pochwałami: Twój syn jest wspaniały. Jego osiągnięcia są
godne podziwu. Jest prawdziwym geniuszem! To takie imponujące! Ma niesamowite
zdolności. To z pewnością przywódca nowej epoki. Jest na tyle młody, by prowadzić
nas jeszcze przez długie lata. To on zapewnił No.6 stabilność! Wznieśmy toast! Za
No.6 – za miasto naszego przywódcy i nasze!
Choć Karan
była matką przewodniczącego Komitetu Restrukturyzacyjnego, nadal prowadziła
swoją piekarnię, nie polegając na statusie swojego syna. A jednak, niektórzy
ludzie potrafili posunąć się nawet do tego, by ją chwalić za jego osiągnięcia.
Przechodziły
ją wtedy ciarki. Całe to uwielbienie niepokojąco zaczynało przypominać kult
jednostki i już na samą myśl zimny pot spływał jej po plecach.
Tak jak stworzenie
utopii było w rzeczywistości niemożliwe, tak nie istniał na tym świecie
człowiek, który byłby w stanie rozwikłać wszystkie jego problemy w pojedynkę. Czyżby
ludzie nie pamiętali, jak niegdyś czcili No.6 jako idealne miasto-państwo, jako
jedyne w swoim rodzaju, święte miejsce? Czy zdążyli już zapomnieć, jak to się
dla nich skończyło?
Czy nie mieli
zakorzenionej głęboko w sobie świadomości, jak niebezpieczne i głupie jest
wielbić, wysławiać i akceptować w całości jakiekolwiek państwo, jednostkę bądź
ideę –wyrzekając się wszelkich wątpliwości czy zastrzeżeń, zamiast tego ślepo śląc
swoje pochwały?
A może po prostu
przesadzała?
Po wyjściu
Renki Karan zamknęła sklep i nalała sobie kawy, rozkoszując się jej głęboką
goryczą, by po chwili ciężko westchnąć.
Zdecydowanie
przesadzała. Wszystkie te obawy są bezzasadne – mój syn nie jest na tyle
nierozsądny, by chcieć, aby ludzie wynosili go na piedestał.
Ponownie westchnęła.
Wtedy właśnie
dotarło do niej, że nie drżała z powodu syna, lecz z powodu tych, którzy
mogliby spróbować zrobić z niego władcę.
Czy uczynią
go nowym obiektem kultu, pogrążając się w fanatyzmie? Czy przyjmą wszystko, co
powie i zrobi, bez choćby cienia krytycyzmu? Czy No.6 znowu powtórzy swoje
błędy?
Sama myśl o
tym napełniła ją lękiem.
Pokręciła
głową. Nie, będzie dobrze. Nie jesteśmy aż tacy głupi.
Wyobraziła
sobie po kolei wszystkich znajomych, zaczynając od Renki. Każdy z nich, każdego
dnia, usilnie starał się budować swoje życie, twardo stąpając po ziemi. Tak jak
wcześniej Renka – każdy kurczowo trzymał się swojej godności.
To nie to
samo, co kiedyś,
powiedziała sobie Karan. Ludzie nie dają się już tak łatwo porwać bieżącym
wydarzeniom – nie stają w miejscu, gdy tylko poczują lęk.
Jej emocje powoli
zaczęły się uspokajać.
Popijając
kawę z filiżanki w niebieskie motyle, Karan rozejrzała się po pokoju ściśniętym
pomiędzy sklepem a kuchnią. Salon z aneksem kuchennym był niewielki, ale czysty
i schludny. Shion od zawsze był pracowity, jeśli chodzi o sprzątanie – sprawnie
mył podłogi, przecierał szyby i porządkował blaty.
Na stole
wciąż stały nietknięte miska z zupą, kanapka i smażona ryba, choć zupa i ryba
dawno zdążyły już wystygnąć. Minęły dwie godziny, odkąd Shion wyszedł bez słowa
– nie powiedział, dokąd się wybiera,
zabierając ze sobą jedynie czarnego psa.
Shion, nie
wychodź, pomyślała. Nie
opuszczaj domu tak wcześnie po ataku. Czy za chwilę nie powinno zajść słońce?
Proszę, bądź trochę bardziej ostrożny – choćby ze względu na mnie. Przez te
ciągłe zmartwienia odbierzesz swojej matce kilka lat życia.
Ostatecznie
nie upomniała go ani nie zganiła – wiedziała, że nawet gdyby spróbowała go
zatrzymać, i tak nie przyniosłoby to efektu. Twarz Shiona była napięta, jakby
pragnął czegoś całym swoim sercem. Już na pierwszy rzut oka mogła stwierdzić,
że jej słowa by do niego nie dotarły, nieważne, co by powiedziała.
Był
człowiekiem podążającym za głosem serca – taka była natura jej syna.
Zawsze
zwracał uwagę na swoje otoczenie, był uważny i wyrozumiały. Ostatnie dwa lata
jego osiągnięć mówiły same za siebie –
świadczyły o jego zdolnościach przywódczych, dojrzałym osądzie i przemyślanym
podejmowaniu decyzji. Jako matka była z niego naprawdę dumna.
Mimo to
przygryzła wargę. Shion zawsze kierował się sercem. Nawet jeśli do ostatniej
chwili nie wiedział, co robić, prędzej czy później następował przełom. Wiernie podążał
za swoimi uczuciami – gdy ktoś zwracał się do niego z prośbą czy nadzieją, a on
postanowił je zrealizować, wówczas bez wątpienia dawał z siebie wszystko.
Zresztą nieustannie to robił, wybierając sobie taką drogę. Gdy Shion raz się na
coś zdecydował, nigdy nie lekceważył zaufania, którym go obdarzono, i cokolwiek
by się działo, szedł za głosem serca.
Karan
widziała to wszystko w jego oczach, tuż zanim wyszedł, z wyrazem twarzy, który
rzadko się u niego pojawiał. Dokąd się udało się jej dziecko i co próbowało
zrobić?
Na chwilę
przed nim przyszedł Inukashi. Mówiąc, że wypadło mu coś pilnego, zabrał ze sobą
kanapki oraz rybę i wyszedł. Jego twarz była dziwnie posępna, więc Karan
zapytała, czy przypadkiem nie pokłócił się z Shionem.
– Nie jestem
na tyle niedojrzały, żeby wdawać się w kłótnię z tym gościem – odparł Inukashi,
zerkając na nią przez ramię. Jednakże sądząc po jego tonie, zdecydowanie był w
złym humorze.
Po jakimś
czasie Shion wrócił, lecz ledwo zdążył rzucić, że znów wychodzi i już go nie
było. Prawdopodobnie udał się w stronę dawnego Zachodniego Bloku, być może w
ślad za Inukashi. Ale jeśli tak, to dlaczego?
Karan
odstawiła filiżankę i spojrzała na małe pudełko na krześle – pudełko, w którym ułożyła
Tsukiyo, gdy wydał swoje ostatnie tchnienie. Wcześniej Shion wspomniał, że
idzie go pochować, jednak wrócił do domu z czarną myszką schowaną w kieszeni
jego koszuli, która była jego lustrzanym odbiciem.
Nezumi…
Serce Karan powędrowało
do czarnowłosego chłopca.
***
– W takim razie może… ciasto wiśniowe? –
Powiedział Nezumi. – Chciałbym jeszcze raz spróbować twojego ciasta
wiśniowego.
Było to na dzień
przed tym, jak odszedł z No.6, choć wówczas nie wspomniał jeszcze, że
następnego dnia zamierza ich opuścić.
A jednak,
Karan jakoś wewnętrznie to przeczuwała.
Ten
chłopak… wkrótce zniknie nam z oczu.
– Nezumi, kochanie, masz może na coś
ochotę? Jeśli tylko czegoś zapragniesz, zrobię to dla ciebie – krawaciki, muffinki, cokolwiek zechcesz!
Nie miał to być
prezent pożegnalny. Shion uraczył ją opowieścią o tym, jak on i Nezumi żyli obok
siebie, wspierając się nawzajem i wzajemnie broniąc swoich żyć. Oczywiście nie opowiedział
jej wszystkiego – był to zapewne niewielki fragment całości.
Dziękuję,
że byłeś przy moim synu.
Wdzięczność niemal
rozsadzała ją od środka, a jednak czuła, że gdyby spróbowała wyrazić ją słowami,
jakaś jej część zatraciłaby się po drodze. Żadne ze słów nie brzmiało
właściwie, żadne nie oddawało istoty tego uczucia. Wiedziała, że nie ma dla
niej miejsca pomiędzy tymi dwoma chłopcami. Miała również niejasne przeczucie, choć
zaledwie przeczucie, że być może rozumie, dlaczego serce jej syna tak bardzo
lgnie do tego chłopca. Nie umiała tego wyjaśnić, a jednak rozumiała.
Właśnie dlatego
jej propozycja nie była prezentem pożegnalnym – po prostu chciała okazać
mu życzliwość. Nie umiała walczyć, niszczyć ani tworzyć, tak jak robili to
Shion i Nezumi – potrafiła jedynie piec chleb, ciasta i tym podobne
rzeczy. Niemniej wierzyła, że właśnie tym samodzielnie upieczonym kawałkiem chleba
lub ciasta jest w stanie nieść innym ukojenie – nawet jeśli tylko odrobinę.
Dlatego chciała zostawić Nezumiego z czymś namacalnym, czym mogłaby dać wyraz swojej
wdzięczności.
Chciała podarować
tyle ciepła, ile to tylko możliwe, chłopcu, który zamierzał odejść, a Nezumi
chciał ciasta wiśniowego.
Uśmiechnął
się lekko.
– Twoje ciasto wiśniowe było najlepszą
rzeczą, jaką jadłem w całym swoim życiu. Nic nie może się z nim równać. Jeśli będę
w stanie je zjeść raz jeszcze, będę zachwycony.
– O, czyli próbowałeś już kiedyś mojego
ciasta wiśniowego?
– Tylko raz – Nezumi spojrzał w
sufit, choć nie patrzył na nic konkretnego. – Byłem w szoku, że coś tak
pysznego może naprawdę istnieć. Wtedy nie mogłem w to uwierzyć i nawet teraz,
gdy o tym myślę, wciąż trudno mi to pojąć. Wszystko tamtej nocy wydawało się
takie cudowne i nierzeczywiste.
Mówił cicho,
niemal szeptem, ale jego głęboki, piękny głos i tak dotarł do uszu Karan.
– Tamtej nocy… – powtórzyła.
Ciasto
wiśniowe piekła wiele razy w swoim życiu – jako babeczki, keks, sernik
na zimno, czy jeszcze coś innego… Była to też coroczna tradycja na urodziny
Shiona i zdarzało się, że wówczas wystawiała je na witrynie na sprzedaż. Które
z tych ciast wychwalał Nezumi? Której nocy go skosztował? Jeśli było to cztery
lata temu… to pewna myśl przychodziła jej do głowy.
Postanowiła
jednak o to nie pytać.
Nie mówmy
o przeszłości, a o tym, co jest tu i teraz, pomyślała. Na głos zaś stwierdziła:
– Ciasto wiśniowe to w zasadzie deser
wczesnoletni, bo potrzeba do niego świeżych wiśni. Teraz niestety musiałabym
użyć wiśni z puszki.
– Nic nie szkodzi. Po raz pierwszy również nie jadłem
go wczesnym latem.
– Ach, tak? W takim razie dziś na deser będzie
ciasto wiśniowe – powiedziała
Karan. – Już możesz się cieszyć!
– Naprawdę? Dziękuję, Karan – niespodziewanie twarz Nezumiego rozjaśnił szczery,
beztroski, chłopięcy uśmiech.
–
Tylko nie ciesz się za bardzo – dodała. – To jednak domowe ciasto, więc smak na pewno nie
będzie dokładnie taki sam. Nie wiem, czy zdołam dorównać temu, które uznałeś za
najlepsze w życiu… Szczerze mówiąc, trochę się stresuję!
– Doskonale wiem, że tego samego smaku nie da
się przeżyć dwa razy – odparł Nezumi. – Ale mam nadzieję, że
będzie wystarczająco dobre, aby zostać wiceliderem.
– Oho, masz zamiar mnie nieźle
przetestować!
– Nigdy w życiu – odpowiedział. –
Nie jestem aż tak zadufany w sobie, żeby choćby pomyśleć o czymś tak
skandalicznym – zbyt dobrze zdaję sobie sprawę, jaka jesteś wspaniała.
– Przesadzasz już z tymi pochlebstwami,
Nezumi. Takie żarty nie są śmieszne.
– Ale ja mówię całkowicie poważnie.
Nawet pośród całego tego chaosu, wciąż piekłaś chleb i wystawiałaś go na półkach
piekarni. Kurczowo i z niezmąconym spokojem trzymałaś się swojej codzienności.
Nigdy nie sądziłem, że są na świecie ludzie zdolni do czegoś takiego – oznajmił
Nezumi. – Karan, jesteś bez wątpienia najsilniejszą, najbardziej opanowaną i najwspanialszą
osobą, jaką kiedykolwiek miałem zaszczyt poznać.
Karan poczuła,
że się rumieni. Ile już czasu minęło, odkąd ktoś obsypał ją taką ilością gorliwych
pochwał?
– Dziękuję ci – powiedziała. –
Aż robi mi się ciepło na sercu, słuchając tak szczerych wyrazów uznania. Nezumi,
czy mogę dać ci całusa w policzek?
– Oczywiście – Nezumi pochylił
się, aby przyjąć pocałunek Karan, jakby była to najnaturalniejsza rzecz na
świecie.
Tamtego
wieczoru Karan przygotowała sernik wiśniowy na zimno. Pokroiwszy go na hojne
kawałki, postawiła je przed Shionem i Nezumim. Chłopcy wymienili spojrzenia, po
czym niemal jednocześnie sięgnęli po widelczyki.
– To jest przepyszne! Smakuje dokładnie
tak samo – powiedział Nezumi, z zadowoleniem kiwając głową.
– Na tyle
dobre, by zostać wiceliderem? – zapytała Karan.
Nezumi znów
przytaknął.
– Aż nadto.
– Ej, o czym ty
właściwie mówisz? – Odezwał się Shion. – Jeśli to jest na drugim miejscu, to które
było na pierwszym… Och – wciąż trzymając widelec w dłoni, wbił wzrok w
Nezumiego. – Masz na myśli tamto ciasto?
– Taa… najlepsze ciasto na świecie. Ten
smak zapamiętam do końca życia.
– Na obiad dziś też był gulasz – zauważył Shion.
– Tak było –
zgodził się Nezumi. – Nie ma lepszego połączenia niż gulasz i ciasto wiśniowe.
Shion cicho parsknął
śmiechem, uśmiechając się łagodnie.
– Nawet jeśli
jadłeś je w całkowitych ciemnościach.
– Będę to powtarzać
tyle razy, ile będzie trzeba – odparł Nezumi – ale nic nie jest w połowie tak
dobre, z włączonym światłem czy bez.
Karan
słuchała tej wymiany zdań w milczeniu. Nie miała najmniejszego zamiaru wtrącać
się do rozmowy, którą tylko ci dwaj mogli zrozumieć. Zapewne jej syn dzielił z
tym chłopcem niezliczoną ilość rzeczy, których ona nawet nie potrafiłaby sobie
wyobrazić – znacznie więcej niż ciasto wiśniowe. Niewykluczone również, że był
on jedyną osobą, z którą jej syn dzielił się tymi rzeczami w ogóle.
Skoro tak, co
by się stało, gdyby nagle ten towarzysz miałby zniknąć?
Poczuła na
sobie wzrok Nezumiego, ale nie miała odwagi, by odwzajemnić to spojrzenie.
– Shion – odezwała się – zaniósłbyś jutro Inukashi drugą połowę ciasta?
– Jasne, nie
ma sprawy. Na pewno bardzo się ucieszy – odpowiedział Shion.
Nezumi
cmoknął z niezadowoleniem.
– Nie ma
sensu go tak rozpieszczać. Mówimy przecież o Inukashi – wyczuje zapach ciasta i od razu sam tu
przybiegnie. Nie będziesz go musiał nigdzie szukać.
– Wydaje mi
się, że nawet z jego węchem nie jest to możliwe – stwierdził Shion.
– To niech
Tsukiyo zaniesie mu kartkę. Po prostu napisz: „Jest ciasto wiśniowe. Weź sobie.”
– i będzie tu w mniej niż godzinę. Swoją drogą, szkoda dawać mu całą połowę.
Karan, zostaw mi trochę na śniadanie, dobrze?… Tak, tyle wystarczy.
– Ciasto jako
pierwsza rzecz z rana? Już mam zgagę – powiedział Shion, pocierając pierś.
Nezumi lekko wzruszył
prawym ramieniem.
– Kto wie,
kiedy znów będę miał szansę je zjeść? Nie możesz mnie winić za odrobinę
chciwości.
Ręka Karan znieruchomiała
w połowie krojenia ciasta.
Jeśli tak bardzo
je lubisz… będę je dla ciebie robić, kiedy tylko zechcesz, pomyślała, ale ugryzła się w język.
To były tylko puste słowa.
Shion
westchnął cicho.
– Więc
odchodzisz?
– Tak – powiedział
Nezumi. – Rany już prawie się zagoiły. Czas wyruszyć dalej.
– Kiedy?
– Jutro.
Karan uniosła
głowę i spojrzała najpierw na Nezumiego, potem na Shiona.
– Naprawdę?
Tak szybko – powiedział Shion. – Ale cóż, wygląda na to, że jutro będzie ładna
pogoda, więc…
– Tak, to będzie dobra pogoda na
podróż.
Pod pretekstem
wyniesienia talerza po cieście, Karan wycofała się do kuchni – nie mogła znieść
widoku twarzy Shiona. Spróbowała zamknąć oczy, ale nic to nie dało. Nezumi z
taką lekkością oznajmił Shionowi o swoim okrutnym zamiarze odejścia, a ona nie
miała ani słów, ani siły, by zatrzymać tu kogoś takiego.
Wspaniała,
silna i opanowana? Co za nonsens. To nie ma ze mną nic wspólnego. Nie umiem nawet
spojrzeć własnemu synowi w oczy, oto jak słaba i żałosna jestem.
Zacisnęła
dłoń w pięść.
Następnego
ranka Karan przygotowała dla Nezumiego muffinki i różne rodzaje pieczywa. Pożegnał
się z nią słowami wdzięczności, po czym odszedł, a ona patrzyła na jego
oddalającą się sylwetkę.
On może już
nie wrócić, pomyślała,
ale nie o Nezumim, tylko o swoim synu, który udał się, aby mu towarzyszyć aż do
skraju Zachodniego Bloku.
Moje
dziecko może pójść razem z nim.
Przycisnęła
dłoń do piersi z całej siły, czując bicie swojego rozkołatanego serca. Uświadomiła
sobie, że pomimo wewnętrznego rozdarcia, pod tym chaosem emocji tliła się
delikatna ulga.
Jeśli serce
Shiona ciągnęło go w jakieś miejsce, to z głębi duszy pragnęła, by właśnie tam żył.
Nie chciała, żeby kiedykolwiek było inaczej.
Jej życie
toczyło się tutaj, w małej piekarni na uboczu Utraconego Miasta w No.6. Każdego
ranka układała worki z mąką, a od lokalnego gospodarza przyjeżdżały dostawy
mleka i jajek. Powietrze wypełniał zapach świeżo pieczonego chleba, a ludzie zwabieni
jego wonią przychodzili jeden po drugim, aby kupić bochenek.
Karan chciała
tu zostać na zawsze – a raczej postanowiła, że zostanie tu na zawsze. Była zdeterminowana,
by chronić swoją codzienność, nie uginając się pod naporem lęku i dając się
porwać prądowi zdarzeń.
Shion jednak
był inny. Karan przeczuwała, że może wybrać życie gdzieś z daleka od niej – i
jeśli miałoby to być życie u boku tamtego chłopca, była gotowa to zaakceptować.
Shion,
kochanie, twoja matka kocha cię wystarczająco mocno, by pozwolić ci odejść.
Nie
przywiąże cię do siebie – dam ci całą wolność świata. Oto, jak bardzo cię kocham.
A jednak
koniec końców Shion wrócił. Został członkiem Komitetu Restrukturyzacyjnego,
wybrano go przewodniczącym, a teraz nadzorował odbudowę i odrodzenie No.6.
Choć zdarzały
się wzloty i upadki, przez ostatnie dwa lata Shion i Karan nadal mieszkali
razem jak syn z matką.
***
Wdychając aromat
kawy, Karan podniosła filiżankę do ust, upijając łyk. Smak wydał jej się mocniejszy
i bardziej gorzki niż wcześniej.
Shion za
bardzo się forsował, od zawsze tak uważała.
Wybrał życie
w tym miejscu wbrew sobie, co zmuszało go do nieustannego przekraczania własnych
granic w żałosnym, wyniszczającym go, błędnym kole.
Jak można go uratować?
Czy da się go od tego uwolnić?
Tak dwa lata
temu, jak i teraz Karan nie potrafiła znaleźć odpowiedzi.
Nie mogę
zrobić nic, aby go ocalić.
Dopiwszy
ostatni łyk kawy, Karan spróbowała odstawić filiżankę na stół, lecz ta
wyślizgnęła się z jej palców. Spadła prosto na podłogę, z hukiem rozbijając się
na kawałki.
– O, matko
kochana! – Krzyknęła odruchowo. Schylając się, by pozbierać odłamki, mogła tylko
marudzić pod nosem. – Boże, jak to się mogło stać?
Niektóre z
niebieskich motyli pękły na pół, inne roztrzaskały się w drobny mak.
Nie czuła smutku,
a raczej coś w rodzaju samotności, jakiej doświadcza się po śmierci starego
znajomego.
Zebrała z
grubsza wszystkie kawałki, po czym zawinęła je w ręcznik papierowy. Teraz
należało jeszcze odkurzyć resztki, zmyć podłogę na wszelki wypadek i…
Rozległ się
huk.
Brzmiał jak
odległa eksplozja. Choć dźwięk sam w sobie nie był głośny, pod nogami natychmiast
poczuła wibracje, a z zewnątrz dobiegł ją nagły gwar.
Co się
właściwie stało?
Otworzyła
drzwi piekarni i wyszła na zewnątrz. Na ulicy zebrała się grupka ludzi – same
znajome twarze sąsiadów.
– Ach, Karan!
Słyszałaś ten hałas? – Zawołała szczupła dziewczyna, odwracając się przez
ramię. To była Kuga, właścicielka małej kwiaciarni w pobliżu. Karan czasem dzieliła
się z nią niesprzedanym pieczywem w zamian za kwiaty, a bywało również, że Kuga
uczyła ją robienia prostych wianków czy przedłużania trwałości ciętych roślin.
– Tak, słyszałam
– potwierdziła Karan. – Dlatego wybiegłam. Co się dzieje?
– Nie wiem,
ale spójrz! Niebo na wschodzie jest całe czerwone!
Karan uniosła
wzrok i ujrzała nocne niebo przesycone szkarłatem. Z oddali niosły się echa
syren straży pożarnej i karetek.
– Czy to
pożar? Jakaś eksplozja? – Zapytała.
– Jak już
mówiłam, nie wiem – odpowiedziała Kuga. – Ale to na pewno zdarzył się jakiś
incydent. Może w tamtym rejonie są jakieś fabryki z materiałami łatwopalnymi?
Nic innego nie przychodzi mi do głowy. Nasz właściciel pojechał to sprawdzić. Wybiegł,
zanim zdążyłam go powtrzymać. Prawdopodobnie był po prostu ciekawy. Tak czy
inaczej, mam nadzieję, że to nic poważnego.
– Ja również
mam taką nadzieję…
Kuga ziewnęła
i pomachała do Karan, jakby cała sytuacja zdążyła ją już znudzić.
– Do później,
Karan. Dam ci znać, jeśli czegoś się dowiem, jak właściciel wróci.
– Dziękuję, będę
wdzięczna. Dobranoc, Kugo.
Jeszcze raz
spojrzała w niebo. Złe przeczucie ścisnęło ją w piersi, a serce przyspieszyło.
Czerwonawa poświata zdawała się nie wróżyć nic dobrego. Ale skoro to działo się
na wschodzie, to Shion raczej nie mógł się w to wplątać. Udał się przecież na
zachód, w kierunku dawnego Zachodniego Bloku…
Wieczorne niebo
na powrót ściemniało w czasie, gdy tak stała w bezruchu – być może wybuch nie
był aż tak potężny. Ludzie zaczęli wracać do domów, nocne powietrze było już
zbyt chłodne, by stać tak długo na zewnątrz. Karan także ruszyła do drzwi.
Wtem przeszył
ją nagły dreszcz. Na karku poczuła delikatne mrowienie – nieuchwytne i nienamacalne;
nic jej nie ukłuło ani nie ugryzło.
Czyżby był to
czyiś wzrok? Ktoś ją obserwował?
Przykładając
dłoń do szyi, obejrzała się za siebie.
Nikogo tam nie
było.
Ulica była
ciemna, tylko gdzieniegdzie snopy światła z latarni przebijały się przez mrok.
W porównaniu z niegdyś luksusową dzielnicą Chronosem, ta część miasta nie
doczekała się szczególnej modernizacji w zakresie infrastruktury – to
oczywiste, że nocą Utracone Miasto nie było tak jasne i olśniewające jak za
dnia. A mimo to Karan kochała tę cichą, wszędobylską ciemność, choć
niewątpliwie wzbudzała jej najgłębsze obawy w dniu, w którym Shion został
zaatakowany.
Teraz pośród
ulicznego mroku nie było nikogo poza nią.
Może tylko
jej się wydawało?
Pocierając
kark, westchnęła już po raz któryś tego dnia.
Tak, to na
pewno tylko jej wyobraźnia. Była po prostu bardziej wykończona, niż przypuszczała
tym ciągłym zamartwianiem się z byle powodu. Położyła dłoń na piersi i
uspokoiła oddech.
Bezwiednie spojrzała
w niebo. Zza chmur wyjrzał wąski sierp księżyca.
***
–
Zniszczenie… – powtórzył cicho Shion, po czym powoli się odsunął.
Choć ruch był
stopniowy, z łatwością wyswobodził się z ramion Nezumiego, który z kolei nieznacznie
skulił się w sobie, jakby owiał go nagły, zimny podmuch.
– Zniszczenie
– powtórzył, tym razem z większym zdecydowaniem, jakby próbując przetrawić
znaczenie tego słowa. Zmarszczył brwi w zamyśleniu. Prawdopodobnie usiłował dociec,
czego może dotyczyć nadciągająca destrukcja. Jego wzrok błądził przez chwilę po
pokoju, po czym powrócił do Nezumiego. – Narodzi się wewnątrz No.6, czy atak nastąpi z
zewnątrz – które z tych dwóch?
Zarówno jego głos,
jak i spojrzenie były bez wyrazu; Nezumi nie potrafił odczytać kryjących się za
nimi emocji.
Ach, czyli
teraz nauczyłeś się robić takie miny, co?
Nezumi niezliczoną
ilość razy był naocznym świadkiem, jak Shion zmieniał się w jednej chwili. W
tym wypadku jednak było inaczej – te
oczy były inne. To nie tak, że brakowało w nich emocji; to Nezumi nie umiał ich
rozszyfrować. Nie był to wzrok szaleńca, a człowieka, który ma nad sobą pełne panowanie.
Pokręcił
głową.
– Nie mam
pojęcia. Wydaje mi się, że obie opcje są całkiem możliwe.
– Cóż za
niejednoznaczna odpowiedź. Zupełnie jak nie ty.
Nezumi
wzruszył ramionami.
– Jak ja, nie
jak ja – już samo to stwierdzenie jest dość dwuznaczne. Chodzi mi o to, że No.6
nie jest wcale tak stabilne, jak się może wydawać z twojego punktu widokowego
na samym szczycie. Posłuchaj… równie dobrze mógłbyś teraz balansować na jednej
nodze nad przepaścią.
– Więc
mówisz, że mam się nie zdziwić, jak to wszystko runie?
– W mojej
ocenie jest to całkiem prawdopodobne.
– Nezumi… –
Shion zrobił pół kroku w przód. – Co robiłeś przez ostatnie dwa lata?
– Oho, no i przesłuchanie
się zaczyna, mam rację?
– Co robiłeś
i gdzie byłeś? — Naciskał Shion. — Co widziałeś i słyszałeś? Jak wyglądało
twoje życie? Nieustannie wędrowałeś, czy były miejsca, w których zatrzymałeś
się na jakiś czas? Zawsze byłeś sam, czy miałeś jakichś przelotnych towarzyszy?
Zachorowałeś kiedykolwiek? Wpakowałeś się w kłopoty? Jadłeś porządnie? A może
żyło ci się zaskakująco wygodnie?
– Shion…
– Ja przez
cały ten czas byłem tutaj – ciągnął dalej. – Wziąłem na siebie ciężar
rzeczywistości, który kazałeś mi na siebie wziąć. Uważnie obserwowałem świat,
od którego zabroniłeś mi odwracać wzroku. Pracowałem nad reformą No.6 cały ten
czas. Ty odszedłeś – ja zostałem.
Nezumi skinął
głową. Potem spojrzał Shionowi w oczy, które teraz były pełne emocji.
Nie umiał ich
nazwać, ale przywodziły mu na myśl fale kołyszące się po olśniewająco błękitnym
morzu. Odsunął się odrobinę – odsunął się od tych oczu, które potrafiły w
ułamku sekundy przechodzić z bezruchu w ożywienie, z opanowania w rozemocjonowanie.
Te oczy, zdolne zmienić swój wyraz na zawołanie, budziły w nim uczucie
nostalgii, a jednocześnie ich głębia pozostawała dla niego czymś zupełnie obcym.
– Nigdy bym nie przypuszczał, że w ciągu
zaledwie dwóch krótkich lat, można do tego stopnia rozwinąć dobrze
zorganizowane państwo, oparte na funkcjonującym porządku prawnym – przyznał szczerze
Nezumi. – Ale niebezpieczeństwo czai się z każdej strony – w szczególności na
ciebie. Jestem pewien, że uwzględniłeś pewien poziom ryzyka w swoich
kalkulacjach, ale jeśli okaże się większe, niż przewidywałeś…
– Nie o to
pytałem! – Krzyknął Shion, a olśniewająco błękitne fale w jego oczach wezbrały
i wzburzyły się gwałtownie. Chwycił Nezumiego za kołnierz. – Pytam, co robiłeś
i gdzie byłeś przez ostatnie dwa lata. Odpowiedz mi porządnie, Nezumi.
Gdyby chciał
uniknąć jego uchwytu, z pewnością by to zrobił. Gdyby chciał odtrącić jego wyciągniętą
rękę, z łatwością by to uczynił. A jednak nie stawiał oporu.
Miał zamiar zaakceptować
Shiona dokładnie takim, jakim jest.
Powrócił tu
podjąwszy taką decyzję, a kiedy ujrzał na własne oczy odrodzenie miasta, jego
postanowienie tylko się wzmocniło.
Dwa lata. Naprawdę
zdołałeś osiągnąć aż tyle w zaledwie dwa krótkie lata?
Wystarczył jeden
zły ruch, aby No.6 uległo całkowitemu zniszczeniu – począwszy od samych
korzeni, wkrótce zniknęłoby z powierzchni ziemi – była na to spora szansa, a przynajmniej tak mu
się wydawało.
A jednak No.6
uniknęło tego losu.
Wkrótce chaos
ucichł, przywrócono praworządność, a No.6 odbudowano jako sprawnie
funkcjonujące państwo-miasto.
Oczywiście zagrożenie
nie minęło. Tak jak powiedział Shionowi, No.6 pełne było pęknięć zarówno z
zewnątrz, jak i od środka. Nezumi czuł niemal namacalnie, jak wielkie było
ryzyko jego upadku, choć nie potrafił jeszcze określić jego prawdziwej formy.
Nie mógł powiedzieć na ten temat nic konkretnego i właśnie dlatego
niebezpieczeństwo urastało do przerażającego stopnia.
Mimo to,
jeszcze mieli szansę przetrwać. Nowe No.6 mogło okazać się znacznie silniejsze
i wytrwalsze, niż jego obawy.
Uścisk Shiona
zelżał.
– … Przepraszam.
Kiedy miał już
cofnąć rękę, Nezumi złapał go za nadgarstek.
– Za co przepraszasz?
– Znów
obarczyłem cię winą. Próbowałem zrzucić wszystko na ciebie.
– O czym ty
mówisz?
– Sam
przecież powiedziałeś, że to ja podjąłem decyzję. Zostałem w No.6 z własnej nieprzymuszonej
woli i sam postanowiłem przyjąć na siebie ciężar rzeczywistości. To była moja
decyzja – to ja powiedziałem, że nie odwrócę wzroku od świata… A mimo to obwiniłem
cię za wszystko, jakbyś po prostu uciekł. To… – Shion spuścił wzrok. – To nic
innego jak fałszywe oskarżenia. Zwyczajnie wyładowałem na tobie swoją złość,
kiedy nie zrobiłeś nic, aby na to zasłużyć.
– Ale to wszystko
prawda, nie?
– Co?
– Odszedłem z
No.6, a ty zostałeś. To niezaprzeczalna prawda, Shion.
– Ale to nie
tak, że uciekłeś.
– Skąd możesz
to widzieć?
Shion uniósł
głowę i utkwił wzrok w Nezumim, z wyrazem twarzy, który Nezumi znał aż zbyt
dobrze. Nawet jeśli był w tej chwili wyraźnie zdezorientowany, jego spojrzenie pozostawało
skupione i pełne determinacji.
– Równie
dobrze może być dokładnie tak, jak mówisz – powiedział Nezumi. – Wtedy…
myślałem, że już po wszystkim. Kiedy zobaczyłem, że mur dzielący No.6 i
Zachodni Blok runął – i to w całości, nie tylko w części – stwierdziłem, że to
już koniec. Wiem, że już ci o tym mówiłem, ale całe swoje życie pragnąłem tylko
jednego: zniszczenia No.6… więc kiedy cię spotkałem, pomyślałem, że być może to
marzenie ma szansę stać się rzeczywistością. Byłeś moim asem w rękawie.
Wykorzystałem cię, aby osiągnąć swój cel.
... Tsk. Cmoknął na siebie w duchu. Co ja
do cholery wygaduję? Jaki jest sens wywlekać przeszłość po całym tym czasie?
Nie wrócił tutaj, aby się wyspowiadać i odkupić swoje winy, czy w innym akcie
egoistycznego sentymentalizmu.
A jednak
słowa same cisnęły mu się na usta. Nie mógł dłużej dusić w sobie prawdy, którą pozostawił
niewypowiedzianą przez ostatnie dwa lata.
– Osiągnąłem
to, co chciałem – stwierdził Nezumi. — Mój plan dobiegł końca, więc uznałem, że
nie ma już powodu, abym tu dłużej był. Przecież nie mogłem sobie życzyć niczego
więcej. Ale ty, Shion – ty tworzysz rzeczy. Jesteś w stanie zbudować coś od
zera. Ja czegoś takiego nie potrafię – nawet, gdybym pozostał u twojego boku, co
by to dało? Jeżeli No.6 miało się odrodzić na nowo, nie miało to ze mną nic
wspólnego.
Usta Shiona
lekko się poruszyły, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
– Jesteś
niesamowity – kontynuował Nezumi. – Odegrałeś swoją rolę znakomicie. Albo
raczej wciąż ją odgrywasz, bo kurtyna jeszcze nie opadła – akt drugi dopiero
się zaczyna.
Akt II, scena
pierwsza: gdzie rozegra się jej akcja?
W mieście tętniącym
życiem i spokojem, czy ogarniętym zamieszkami? A może pośród ruin pozbawionych śladu
życia? Prawdziwy spektakl miał się właśnie rozpocząć – bez próby generalnej czy
jakiegokolwiek scenariusza.
– Shion –
Nezumi mocniej ścisnął jego nadgarstek. – Uświadomiłem coś sobie.
W ciągu tych ostatnich
dwóch lat uświadomił coś sobie: prawdę prostą i oczywistą, choć potrzebował sporo
czasu, aby ją zrozumieć. Widzisz, ja od zawsze odwracałem wzrok. Kazałem ci
patrzeć prosto przed siebie, a sam nie potrafiłem tego uczynić. Jakie to
tchórzliwe, jakie obłudne z mojej strony… Nie mam żadnego usprawiedliwienia.
Wyjawię ci
teraz całą prawdę.
– To nie
przed No.6 uciekłem, tylko przed tobą.
Tak jak się
spodziewał, Shion nie odezwał się ani słowem. Bez mrugnięcia okiem, wciąż
wpatrywał się w Nezumiego.
– Boję się
ciebie – powiedział Nezumi. – To też już ci mówiłem – nie rozumiem niczego, co się
dzieje w twojej głowie.
– … Yhm.
– Nie
kłamałem, naprawdę nie mogę cię pojąć. Nawet kiedy myślałem, że już mi się
udało, w rzeczywistości był to zaledwie fragment, a cała reszta nadal pozostawała
spowita mgłą. Nie potrafiłem cię zrozumieć i wciąż nie potrafię, nieważne, jak
bardzo się staram. Czy to w ogóle ma dla ciebie sens?
– Ani trochę.
– Tak myślałem. Sam nie wiem, jak to wyjaśnić.
Słowa były
trudne – im usilniej próbował wytłumaczyć, o co mu chodzi, tym bardziej bezowocne
były jego wysiłki. A osoba, która przed nim stała, nie miała żadnej tolerancji
dla choćby cienia fałszu.
– Bałem się –
powiedział Nezumi – bo czułem, że mogę się zmienić, jeśli zostanę przy tobie i
nie byłem w stanie dokładnie przewidzieć, w jaki sposób. Czułem, że mogę
stracić nad sobą kontrolę. A czegoś takiego nie doświadczyłem nigdy w całym
swoim życiu.
Rzeczywiście,
czegoś takiego nie doświadczył nigdy w całym swoim życiu.
Zdarzały się
chwile, gdy znajdował się na skraju załamania, chwile, w których prawie się
poddał, myśląc, że nie da rady iść dalej – szczerze mówiąc, było tak
niezliczoną ilość razy. Ale nigdy, nawet przez krótki moment nie czuł, że może
stracić nad sobą panowanie. Bez względu na to, jak trudna była sytuacja i jak desperackie
było jego położenie, nigdy nie stracił z oczu, kim jest.
Teraz
zaczynał się wahać.
W obecności
Shiona gubił jasny obraz samego siebie. Czy powinien pragnąć czegoś więcej niż
unicestwienia No.6? Czy mógłby odnaleźć sposób na życie, który nie opierałby
się na zemście i narastającej nienawiści? Te pytania pojawiały się niezależnie od
jego woli, tylko pogłębiając uczucie wewnętrznego rozdarcia.
Był to istny chaos.
W końcu, nie mogąc dłużej znieść zdezorientowania, które narastało w nim wraz
zachodzącymi zmianami, Nezumi uciekł.
– No.6
zostało zniszczone, więc moja rola również dobiegła końca – powiedział. – Myślałem,
że jeśli tylko zdołam się do tego przekonać, to będzie wystarczający powód,
żeby odejść. Wówczas nie byłaby to ucieczka przed tobą, tylko opuszczenie tego
miejsca z całkiem racjonalnego powodu, a przynajmniej to próbowałem sobie
wmówić. Ja… nie umiem być jak ty. Potrafisz stawić czoła samemu sobie, zmierzyć
się z tym, kim naprawdę jesteś, natomiast ja… nie byłem wtedy jeszcze gotowy,
by zdobyć się na coś takiego. Mogłem tylko uciec i na tym polega sedno sprawy.
– Nezumi – powiedział Shion, kręcąc głową. – Wybacz, ale nie rozumiem nawet połowy z tego,
co mówisz. Ty zawsze byłeś sobą – nigdy
nie byłeś nikim innym ani nikogo nie oszukiwałeś. Ale skoro upierasz się, że
uciekłeś, to ja też mam coś, co chcę ci powiedzieć. Coś, co muszę ci
powiedzieć.
Shion cofnął
rękę i zacisnął dłoń w pięść.
– Zapytałem,
co robiłeś przez te ostatnie dwa lata, po tym jak zniknąłeś mi z oczu. Chciałem
wiedzieć, jak żyłeś i nadal chcę – szczerze mówiąc, szaleję z ciekawości – znów
rozluźnił palce. – Ale w tej chwili nie ma to znaczenia. Ważne jest to, że... –
położył dłoń na piersi Nezumiego – jesteś tu teraz ze mną. Jeśli wyciągnę rękę,
mogę cię dotknąć. Mogę usłyszeć twój głos, poczuć twoje ciało. Nie jesteś
iluzją ani wspomnieniem – prawdziwy ty stoisz przede mną… I właśnie na to
czekałem cały ten czas.
Uniósł
podbródek i kontynuował z nutą wyzwania w głosie:
– Ale nie
będę już dłużej czekać – od jego dłoni biło ciepło. – Zawsze wędrujesz, nigdy
nie zatrzymując się w jednym miejscu zbyt długo. Jestem pewien, że i tym razem nie
będzie inaczej. Któregoś dnia znowu opuścisz No.6 – może za rok, może za sześć
miesięcy. Może nawet jutro.
– Nie no,
jutro to byłaby przesada, nawet jak na mnie – mruknął Nezumi.
– A skąd mam niby
to wiedzieć? – Zapytał Shion. – Jesteś tak nieprzewidywalny; mógłbyś po prostu
pomachać na pożegnanie i zniknąć bez ostrzeżenia. Czy przypadkiem właśnie tego
nie zrobiłeś ostatnim razem? Nie dałeś mi nawet czasu, żebym się psychicznie
przygotował. Po prostu nagle rzuciłeś „Jutro się zbieram, pa!” i już cię nie
było.
– … Shion, to
nie tak. Czy ty celowo przekręcasz moje słowa? Nigdy nie powiedziałbym na
pożegnanie czegoś tak mało inspirującego.
Shion pchnął
go w pierś z większą siłą, niż Nezumi mógłby się spodziewać i aż musiał się
zaprzeć, by nie stracić równowagi.
– Następnym
razem idę z tobą – powiedział, patrząc mu prosto w oczy. – Nie puszczę cię już samego.
– Czy ty w
ogóle wiesz, co mówisz? – Zapytał Nezumi.
– Oczywiście,
że wiem.
– Czyli porzucisz
to miejsce? Porzucisz No.6?
– Tak.
– Porzucisz
swoje obecne życie, swoją pracę i pozycję?
– Dokładnie
tak.
– … A co z
Karan?
Shion
wstrzymał oddech. Po długim milczeniu ponownie otworzył usta:
– Następnym
razem idę z tobą – tak postanowiłem.
Nie było to jego
pobożne życzenie, a raczej ostateczna decyzja. Nezumi czuł, że zaczyna ulegać.
– Czekaj,
Shion, nie możesz tak po prostu sam o tym zadecydować. Nie przypominam sobie,
żebym mówił cokolwiek o zabieraniu cię ze sobą.
– Ale ja nie
proszę cię, żebyś zabrał mnie ze sobą – odparł Shion. – Postanowiłem z tobą pójść
– po prostu cię o tym informuję.
Westchnął, po
czym dodał:
– Nie będę znów
stał i patrzył, jak odchodzisz ani czekał na ciebie, kurczowo trzymając się
obietnicy. Podjąłem tę decyzję dla siebie.
Nie
zmienisz zdania, tak? O to ci chodzi? Nieważne, co kto powie?
A więc postanowione. Nezumi był gotów się poddać.
Shion był
intensywny. Ta intensywność nie była dla niego czymś nietypowym ani czymś
sprzecznym z jego naturą – namiętne uczucia od zawsze tliły się głęboko w jego
wnętrzu, gotowe wybuchnąć w każdej chwili.
Nezumi
wypuścił z siebie powietrze.
Może wcale nie
byłoby tak źle dać się porwać tym intensywnym, olśniewającym, błękitnym falom.
Może to był prawdziwy powód, dla którego wrócił – nie mógł zapomnieć tej
intensywności. Jeśli tak, to wynik tego starcia był przesądzony od samego
początku.
– Zrobisz, co
zechcesz – te słowa były krótkie i szorstkie, w przeciwieństwie do jego myśli.
– Dokładnie. Zrobię,
co zechcę – odpowiedział Shion, niemalże dziecinnie, z lekkim uśmiechem na
ustach.
Jego palce pogłaskały
policzek Nezumiego, przesunęły się ku górze, muskając płatek jego ucha, po czym
pociągnęły za czarną gumkę, sprawiając, że włosy opadły mu luźno na ramiona.
– Zawsze
chciałem ci to powiedzieć – dodał, wciąż się uśmiechając – z rozpuszczonymi
włosami wyglądasz trochę młodziej.
Obraz przed
oczami Nezumiego zadrżał.
Ach...
Kiedy na mnie patrzysz, wciąż widzisz mnie z tamtej nocy, prawda? Zakrwawionego
dwunastolatka przemokniętego do suchej nitki.
Nieznacznie
uniósł podbródek Shiona.
Ale
widzisz, Shion – wspomnienia to tylko wspomnienia, nie rzeczywistość. Jedyną
rzeczą, której wolno nam dać się zniewolić, jest rzeczywistość,
którą mamy przed sobą – wyszeptał w myślach i w tym samym
momencie dał się porwać żywej scenie sprzed lat.
Pośród ulewnego
deszczu i wichury nagle otworzyło się okno i młody chłopiec, rozkładając
szeroko ramiona, krzyknął, jakby chciał powiedzieć: „Wejdź!”. W jakiś cudowny, ponad
wszelkie prawdopodobieństwo, Nezumi usłyszał głos zapraszający go do środka.
Nadzieja i uzdrowienie
– dla Nezumiego oznaczały właśnie tę scenę, ten jeden krzyk. Ich niepojęty
język – mógłby użyć wszystkich słów świata, aby spróbować go opisać – a i tak najprawdopodobniej
nikt by go nie zrozumiał, nawet Shion. Tak czy owak, niezaprzeczalną prawdą
było to, że słowa „nadzieja” i „uzdrowienie” objawiły się przed nim pod
postacią tamtego chłopca. Ta prawda wyryła się głęboko w jego sercu. Nawet
jeśli…
Nawet jeśli
jedyną rzeczą, której wolno mi dać się zniewolić, jest rzeczywistość, którą mam
przed sobą.
Ich usta
złączyły się w pocałunku. Palce Shiona leniwie błądziły w jego rozpuszczonych włosach.
Knot lampy
zaskwierczał cicho, a dwa cienie zatańczyły na ścianie.
Czas płynął
niczym łagodna melodia.
– Shion – Nezumi
przetarł opuszkiem palca jego wilgotne wargi. – Trochę się nie widzieliśmy, a
ty przez ten czas zrobiłeś się całkiem niezły w całowaniu.
– Prawda? Ćwiczyłem
specjalnie z myślą o tym dniu.
– I co,
mówienie głupich żartów tuż po pocałunku to również efekt treningu? W takim razie
raczej nie masz talentu do odczytywania nastroju.
– Nezumi.
– Tak?
– Poczekaj na mnie rok.
Przyjrzał się
Shionowi. Nie uśmiechał się, a w jego oczach nie było już ani śladu wilgoci.
– Za rok wybierzemy burmistrza i parlament – wyjaśnił
Shion. – Odbędą się wybory, których nikt
i nic nie będzie miało prawa zakłócić choćby w najmniejszym stopniu.
– I ty chcesz
tego dopilnować, tak?
– Uważam, że
mam taki obowiązek.
Obowiązek
tego, któremu powierzono odpowiedzialność i misja tego, który przeżył, pomyślał Nezumi. Zastanawiam się… czy
za rok od teraz będziesz w stanie odłożyć to wszystko na bok i zrzucić z siebie
ten ciężar?
– Shion, ja
też muszę o czymś z tobą porozmawiać – powiedział. – Tym razem z całym szacunkiem dla twojej roli
jako przewodniczącego Komitetu Restrukturyzacyjnego i kogoś, kto stoi na czele
No.6.
– Zniszczenie
znów budzi się do życia, co? O to chodzi?
– Tak. Na ten
moment nie jestem w stanie powiedzieć nic konkretnego, ale…
Pii, pii, pii!
Nagle trzy
myszki zaczęły piszczeć, a czarny pies zerwał się na nogi.
Co to było? pomyślał Nezumi, ale zdusił w sobie
to pytanie i zamiast tego nadstawił uszu.
Coś działo
się na zewnątrz…
Otworzył
drzwi i ruszył po schodach. Tym razem momentalnie odniósł niejasne, ale nieodparte
wrażenie, że coś jest nie tak. Nie zatrzymując się, rzucił się biegiem przez
las, aż w końcu dotarł na szczyt średniej wysokości wzgórza.
– Och…
Słup ognia
unosił się nad rogiem dawnego Zachodniego Bloku. Wiatr niósł jęki syren karetek
ze starego No.6 – tam również się coś działo.
Zaczęło się.
– Nezumi… –
odezwał się Shion zachrypniętym głosem, stając u jego boku. – Nezumi, źle to
wygląda – czekaj, czy to nie okolice hotelu Inukashi?
– Co?
Inukashi? Nie ma opcji…
Tym razem to
Shion pierwszy rzucił się biegiem w dół zbocza. Nezumi ruszył za nim.
Żar płomieni
nie miał prawa sięgać aż tutaj, a mimo to Nezumi poczuł nagły podmuch gorąca. Ptak
przeleciał nad ich głowami, a jego krzyk rozciął wieczorne niebo, gdy biegli
razem w stronę ognia.
(Dalszy ciąg nastąpi w No.6 Saikai #2)
***
Posłowie
Choć w opowieści
minęły dwa lata, w rzeczywistości upłynęło ich czternaście. Pozwól, że tobie, z
którym spotykam się ponownie, w pierwszej kolejności przekażę wyrazy mojej wdzięczności.
Dziękuję, że
czekałeś cały ten czas i jednocześnie przepraszam, że kazałam ci czekać tak
długo. Zajęło mi czternaście lat, by ponownie spotkać Shiona i Nezumiego.
Powodem było
to, że… nie potrafiłam doprowadzić do końca historii zatytułowanej No.6. Ostatecznie
nie potrafiłam rozwiązać konfliktu, z którym mierzyli się Shion i Nezumi, więc przerzuciłam
odpowiedzialność za wynik tego starcia na istotę zwaną Elyurias.
Okradłam w
ten sposób tych dwóch chłopców z ich własnej walki. Postawili na szali swoje
ciała, serca i umysły – całą swoją egzystencję – a ja nawet tego nie mogłam im zapewnić.
Myśl o tym towarzyszyła mi przez ostatnie czternaście lat i cały ten czas w mojej
głowie raz po raz rozbrzmiewało pytanie: Naprawdę chcesz się tak po prostu
poddać?
Wciąż nie
wiem, czyi był to głos – Shiona, Nezumiego, Twój czy mój, ale zadecydowałam, że
jeszcze raz, tylko ten jeden raz, stanę u ich boku i podejmę walkę. Tylko ten
jeden raz. Tak jak Elyurias dała Shionowi i Nezumiemu jedną jedyną szansę – tak
i ja dostałam swoją, by odkupić się w ich oczach. Cokolwiek się wydarzy, nie
pozwolę, by poszła na marne.
Począwszy od
moich redaktorów, jest wiele osób, którym powinnam teraz podziękować za to, że
trwały u mojego boku przez ostatnie czternaście lat, ale obecna ja nie ma już
tyle czasu. Pewnego dnia, gdy Shion, Nezumi i ja zakończymy naszą walkę – gdy
naprawdę doprowadzę ją do końca – zrobię to wszystko jeszcze raz.
Asano Atsuko, 2025
Cóż to była za podróż! Dotarliśmy do końca pierwszego tomu powieści No.6 Saikai! Po raz kolejny z tego miejsca chciałabym wszystkim serdecznie podziękować! Jak już pisałam w przedmowie tłumacza, ten projekt miał dla mnie wymiar szczególnie osobisty, ale nic z tego nie miałoby sensu, gdyby nie nasi cudowni Czytelnicy! Za Panią Asano, po raz wtóry dziękuję, że postanowiliście przeczytać No.6 Saikai i osobiście dziękuję, że zdecydowaliście się przeczytać je po polsku. Z największą przyjemnością powrócę do Was z tłumaczeniami kolejnych części powieści, abyśmy razem mogli być świadkami zmagań Shiona i Nezumiego w tej nowej, tajemniczej rzeczywistości. Dajcie znać, jak podobał Wam się tom pierwszy i do zobaczenia w historiach pobocznych oraz jesienią w No.6 Saikai #2! Dziękuję!
OdpowiedzUsuńNie chce się wierzyć, że już mamy koniec, zdecydowanie za szybko to zleciało🫢
OdpowiedzUsuńKurczę, ten tom naprawdę fajnie zaczyna całą problematykę ich świata i postaci. Bardzo się cieszę, że każdy bohater (no tylko Rikiga się jakoś nie wychylił, ale ciągle pokładam w tym nadzieję) rozwinął się na swój sposób, co widać, ale w bardzo przystępnie. Emocje jakie nimi targają nie wzięły się z nikąd, tylko z ich autentycznego rozwoju (przy okazji ciągle pozostając sobą😎)
Poza tym, jak zapewne u każdego banan pojawił mi się na twarzy przy wszystkich scenach Shiona z Nezumim 🐀🪻(no i najważniejsze, że są już razem 😗)
Jestem obrzydliwie ciekawa, jak sobie będą radzić z nowym problemem w takiej konfiguracji -ba, jestem ciekawa co chce targnąć na nowe No.6!
No i nie można zapomnieć o ogromie pracy włożonej w tłumaczenie (sprawiłyście że co środę czekałam przez cały dzień na rodział🫣)
Więc wielkie podziękowania z zadupowic wielkich, od losowego człowieka❤️ mój dobry środowy nastrój to Wasza zasługa
(Wiem, że czekają mas jeszcze historie poboczne, ale to teraz mnie wzięło na podsumowaniez więc niech tak będzie :<)
To my dziękujemy! Swoją drogą na Rikigę chyba każdy czeka. Miejmy nadzieję, że za tom drugi uda nam się zabrać jak najszybciej 💕
UsuńJestem w niebie 🤗❤️ Tyle dostać to prawie jak prezent na gwiazdkę w lipcu xd Czy już oficjalnie można powiedzieć,że są razem? Jestem jak najbardziej na tak ❤️
OdpowiedzUsuńZ drugiej strony mamy to wspomniane zniszczenie i jestem ciekawa kto tym razem chce zniszczenia miasta i najważniejsze czy Inukashi i mały Shion oraz psy są cali i zdrowi 🥺
Wyczekiwałam z wielką przyjemnością nowych rozdziałów i jestem mega mega wdzięczna za włożoną pracę w tłumaczeniu każdego rozdziału i bede wyczekiwać tych z tomu drugiego 😁
Dziękuję jeszcze raz za włożoną pracę w tłumaczeniu dla nas tego tomu ❤️
Pozdrawiam serdecznie 😁
Ps. Teraz pozostaje mi czekać na historię poboczne 😁
Również bardzo dziękujemy! W mojej głowie oni zawsze są razem, haha. Coś czuję, że szczególnie spodoba Ci się druga historia poboczna. Jest na co czekać!
UsuńCzekam *_*
UsuńPrzeczytane po kilka razy. Dosłownie znam już na pamięć ich dialogii i gesty z fragmentu z ponownego spotkania. Jedna rzecz mnie tak nurtuje, że nie mogę spać, a jest 5 rano jak to piszę. Normalnie nie piszę nigdy nigdzie żadnych komentarzy, ale teraz jestem zdesperowana. No bo ludzie w różnych miejscach wstawiają screeny że scenami, których nie mogę nigdzie znaleźć żeby przeczytać. Mianowicie (SPOILER) Shion wchodzi do pokoju, jest tam Nezumi i Inukashi, uścisk dłoni, zostają sami no i tyle wiem, a widziałam dosłownie komentarz że podobno pocałowali się 3 RAZY i że Shion jest horny af😭
OdpowiedzUsuńI teraz szukam tego wszędzie i nie mogę znaleźć 😫
Czy to gdzieś istnieje? xD
Cześć i czołem! Przede wszystkim cieszę się, że wracasz, to zawsze znak, że tłumaczenie da się czytać, haha. Dzięki. Co do twojego pytania, to znam tę powieść jak własną kieszeń, więc jestem prawie pewna, że chodzi o to, że chłopaki w sumie pocałowali się trzy razy: pierwszy był pocałunek na dobranoc, drugi jako obietnica ponownego spotkania i w najnowszej serii trzeci. A jeśli chodzi o to, że Shion jest horny af, to już chyba weszliśmy na poziom pewnego memu w fandomie. (¬‿¬ ) Nie odbiega to chyba jednak od prawdy, ponieważ w jednej z historii pobocznych w 'No.6' Shion stwierdza coś takiego, że nikt nie pragnie Nezumiego bardziej niż on. Potem jeszcze przy jednej z rozmów z Inu odpływa, bo myśli sobie, że nie ma nikogo piękniejszego i silniejszego od Nezumiego. Generalnie cały czas Nezumi to, Nezumi tamto. No i jako wisienkę na torcie mamy 'No.6 Saikai', gdzie po pierwsze Shion wyraźnie zaznacza, że nie chce przyjacielskiej relacji z Nezumim, a potem wykonuje pierwszy ruch, jakim jest pogłaskanie Nezumiego po policzku i rozpuszczenie jego włosów. Drugi mem, który się Shiona trzyma, to 'king of yearning', przez to, że cały czas jest taki stęskniony i pragnący bliskości. (ノ´ヮ`)ノ*: ・゚ Przepraszam za ten wywód, nie mogłam się powstrzymać. W każdym razie, takiej sceny nie ma, ale tak pocałunki były 3. Jeśli masz pytanie odnośnie konkretnych screenów, to daj znać, możemy się jakoś złapać i pomogę ci ogarnąć, skąd są ♡
Usuń