Tom I Rozdział IV, Posłowie

Rozdział IV

Akt II, Scena pierwsza

 

Dalej! czas nagli; już dzwonka wezwanie
Daje mi sygnał. Nie słysz go, Dunkanie,
Bo tego dzwonka melodya straszliwa
Do nieba ciebie lub do piekła wzywa.

- Makbet, Akt II Scena 1, William Shakespeare[1]

 

***

 

Karan nalała sobie kawy do filiżanki.

Zdobiły ją liczne niebieskie motyle, trzepoczące na białym tle. Wzór od razu przypadł jej do gustu, dlatego ją kupiła – dekady temu, bo filiżanka była nieco starsza od Shiona. Nie kosztowała wiele, nie dbała o nią również przesadnie, a mimo to filiżanka z niebieskimi motylami towarzyszyła jej wiernie bez ani jednego odprysku czy pęknięcia.

Wdychając aromat kawy, Karan wyjrzała przez okno.

Zbliżała się noc. Wcześniej Renka kupiła ostatnie trzy muffinki   Karan zapewniała ją, że już zamyka sklep i nie potrzebuje żadnych pieniędzy, ale Renka pokręciła głową i mimo to zapłaciła pełną kwotę.

 Wiem, że to nie były resztki ze sprzedaży, tylko muffinki, które specjalnie dla nas odłożyłaś   dla Riri, małego Getsuyaku i mnie   powiedziała, robiąc krok wprzód i obejmując Karan. – Dziękuję ci, Karan. Sama świadomość, że jesteśmy w twoim sercu, znaczy dla mnie więcej, niż możesz sobie wyobrazić. Dzięki temu mam siłę, by dalej brnąć naprzód.

 Renka…   zaczęła Karan.

– Naprawdę, jestem ci wdzięczna z całego serca – ciągnęła Renka – ale nie mogę w nieskończoność polegać na twojej hojności. To nie jest ten rodzaj macierzyństwa, który chciałabym pokazać Riri. Dlatego proszę,  pozwól mi przynajmniej zapłacić za te ciastka.

Karan spojrzała na nią i ustąpiła.

Przez te wszystkie lata życie nauczyło ją jednego: czasem życzliwość i bezinteresowność mogą zranić człowieka równie dotkliwie jak przemoc czy nadużycie. Oczywiście równie rzadko zdarzają się dorośli, którzy potrafią znaleźć granicę pomiędzy pomocą a narzucaniem się, pomiędzy dobrocią a litością – większość ludzi, w tym także Karan, miesza to wszystko ze sobą.

– W takim razie, dziękuję za wsparcie – powiedziała, przyjmując monety. – I za to, że tak wiernie kupujesz moje muffinki, Renka.

– Cała przyjemność po mojej stronie. Co za szczęście mieć taką pyszną piekarnię tuż za rogiem! Ostatnio mam też trochę większy luz w budżecie. Cieszę się, że moja pensja w końcu zaczęła wpływać regularnie. Dostaję również od miasta zasiłek na dzieci, co naprawdę bardzo pomaga.

Renka pracowała obecnie w miejskiej placówce medycznej. Choć pensja nie była wysoka, wystarczała na utrzymanie samotnej matki mogła z dwójką dzieci.

No.6, które jeszcze niedawno wydawało się jedynie stertą gruzów, zdumiewająco szybko próbowało odzyskać dawny kształt… nie, nie dawny – raczej próbowało odrodzić się na nowo.

– Masz niesamowitego syna, Karan – powiedziała Renka. – W mgnieniu oka zaprowadził porządek w chaosie i ustabilizował nasze życie. Chronos i Utracone Miasto to już tylko puste nazwy, a wszyscy obywatele są teraz równi i wolni, bez względu na to, skąd pochodzą. Mamy biblioteki i teatry – a nawet sale koncertowe! Ludzie mogą tańczyć i śpiewać, ile dusza zapragnie, mogą swobodnie mówić, co czują i myślą. Możemy wypowiadać się szczerze, prosto z serca – już nie musimy kłamać. To wszystko jest jak sen – naprawdę niesamowite.

Renka nie była jedyną osobą, która tak mówiła. Karan często słyszała pochwały w podobnym tonie kierowane pod adresem Shiona. Za każdym razem jednak stanowczo kręciła głową, mówiąc:

– Och, nie, to nie tak. To zasługa całego Komitetu Restrukturyzacyjnego, nie tylko Shiona.

Shion nie był jedyną osobą odpowiedzialną za to wszystko, podobnie nie były to owoce wyłącznie jego ciężkiej pracy. Owszem, odgrywał istotną rolę jako przewodniczący Komitetu Restrukturyzacyjnego, ale żaden proces nie może się rozpocząć, przebiegać ani zakończyć tylko dzięki osobie stojącej na jego czele. Udało im się zajść tak daleko, ponieważ Komitet Restrukturyzacyjny był organizacją, na której działanie składały się wysiłki każdego z członków miejskiej administracji z osobna, którzy rzetelnie i starannie wykonywali swoje obowiązki.

Shion rozumiał to lepiej niż ktokolwiek inny. Karan również bardzo starała się zrozumieć.

A mimo to ludzie obsypywali go pochwałami: Twój syn jest wspaniały. Jego osiągnięcia są godne podziwu. Jest prawdziwym geniuszem! To takie imponujące! Ma niesamowite zdolności. To z pewnością przywódca nowej epoki. Jest na tyle młody, by prowadzić nas jeszcze przez długie lata. To on zapewnił No.6 stabilność! Wznieśmy toast! Za No.6 – za miasto naszego przywódcy i nasze!

Choć Karan była matką przewodniczącego Komitetu Restrukturyzacyjnego, nadal prowadziła swoją piekarnię, nie polegając na statusie swojego syna. A jednak, niektórzy ludzie potrafili posunąć się nawet do tego, by ją chwalić za jego osiągnięcia.

Przechodziły ją wtedy ciarki. Całe to uwielbienie niepokojąco zaczynało przypominać kult jednostki i już na samą myśl zimny pot spływał jej po plecach.

Tak jak stworzenie utopii było w rzeczywistości niemożliwe, tak nie istniał na tym świecie człowiek, który byłby w stanie rozwikłać wszystkie jego problemy w pojedynkę. Czyżby ludzie nie pamiętali, jak niegdyś czcili No.6 jako idealne miasto-państwo, jako jedyne w swoim rodzaju, święte miejsce? Czy zdążyli już zapomnieć, jak to się dla nich skończyło?

Czy nie mieli zakorzenionej głęboko w sobie świadomości, jak niebezpieczne i głupie jest wielbić, wysławiać i akceptować w całości jakiekolwiek państwo, jednostkę bądź ideę –wyrzekając się wszelkich wątpliwości czy zastrzeżeń, zamiast tego ślepo śląc swoje pochwały?

A może po prostu przesadzała?

Po wyjściu Renki Karan zamknęła sklep i nalała sobie kawy, rozkoszując się jej głęboką goryczą, by po chwili ciężko westchnąć.

Zdecydowanie przesadzała. Wszystkie te obawy są bezzasadne – mój syn nie jest na tyle nierozsądny, by chcieć, aby ludzie wynosili go na piedestał.

Ponownie westchnęła.

Wtedy właśnie dotarło do niej, że nie drżała z powodu syna, lecz z powodu tych, którzy mogliby spróbować zrobić z niego władcę.

Czy uczynią go nowym obiektem kultu, pogrążając się w fanatyzmie? Czy przyjmą wszystko, co powie i zrobi, bez choćby cienia krytycyzmu? Czy No.6 znowu powtórzy swoje błędy?

Sama myśl o tym napełniła ją lękiem.

Pokręciła głową. Nie, będzie dobrze. Nie jesteśmy aż tacy głupi.

Wyobraziła sobie po kolei wszystkich znajomych, zaczynając od Renki. Każdy z nich, każdego dnia, usilnie starał się budować swoje życie, twardo stąpając po ziemi. Tak jak wcześniej Renka każdy kurczowo trzymał się swojej godności.

To nie to samo, co kiedyś, powiedziała sobie Karan. Ludzie nie dają się już tak łatwo porwać bieżącym wydarzeniom – nie stają w miejscu, gdy tylko poczują lęk.

Jej emocje powoli zaczęły się uspokajać.

Popijając kawę z filiżanki w niebieskie motyle, Karan rozejrzała się po pokoju ściśniętym pomiędzy sklepem a kuchnią. Salon z aneksem kuchennym był niewielki, ale czysty i schludny. Shion od zawsze był pracowity, jeśli chodzi o sprzątanie sprawnie mył podłogi, przecierał szyby i porządkował blaty.

Na stole wciąż stały nietknięte miska z zupą, kanapka i smażona ryba, choć zupa i ryba dawno zdążyły już wystygnąć. Minęły dwie godziny, odkąd Shion wyszedł bez słowa –  nie powiedział, dokąd się wybiera, zabierając ze sobą jedynie czarnego psa.

Shion, nie wychodź, pomyślała. Nie opuszczaj domu tak wcześnie po ataku. Czy za chwilę nie powinno zajść słońce? Proszę, bądź trochę bardziej ostrożny – choćby ze względu na mnie. Przez te ciągłe zmartwienia odbierzesz swojej matce kilka lat życia.

Ostatecznie nie upomniała go ani nie zganiła – wiedziała, że nawet gdyby spróbowała go zatrzymać, i tak nie przyniosłoby to efektu. Twarz Shiona była napięta, jakby pragnął czegoś całym swoim sercem. Już na pierwszy rzut oka mogła stwierdzić, że jej słowa by do niego nie dotarły, nieważne, co by powiedziała.

Był człowiekiem podążającym za głosem serca taka była natura jej syna.

Zawsze zwracał uwagę na swoje otoczenie, był uważny i wyrozumiały. Ostatnie dwa lata jego osiągnięć mówiły same za siebie  – świadczyły o jego zdolnościach przywódczych, dojrzałym osądzie i przemyślanym podejmowaniu decyzji. Jako matka była z niego naprawdę dumna.

Mimo to przygryzła wargę. Shion zawsze kierował się sercem. Nawet jeśli do ostatniej chwili nie wiedział, co robić, prędzej czy później następował przełom. Wiernie podążał za swoimi uczuciami – gdy ktoś zwracał się do niego z prośbą czy nadzieją, a on postanowił je zrealizować, wówczas bez wątpienia dawał z siebie wszystko. Zresztą nieustannie to robił, wybierając sobie taką drogę. Gdy Shion raz się na coś zdecydował, nigdy nie lekceważył zaufania, którym go obdarzono, i cokolwiek by się działo, szedł za głosem serca.

Karan widziała to wszystko w jego oczach, tuż zanim wyszedł, z wyrazem twarzy, który rzadko się u niego pojawiał. Dokąd się udało się jej dziecko i co próbowało zrobić?

Na chwilę przed nim przyszedł Inukashi. Mówiąc, że wypadło mu coś pilnego, zabrał ze sobą kanapki oraz rybę i wyszedł. Jego twarz była dziwnie posępna, więc Karan zapytała, czy przypadkiem nie pokłócił się z Shionem.

– Nie jestem na tyle niedojrzały, żeby wdawać się w kłótnię z tym gościem – odparł Inukashi, zerkając na nią przez ramię. Jednakże sądząc po jego tonie, zdecydowanie był w złym humorze.

Po jakimś czasie Shion wrócił, lecz ledwo zdążył rzucić, że znów wychodzi i już go nie było. Prawdopodobnie udał się w stronę dawnego Zachodniego Bloku, być może w ślad za Inukashi. Ale jeśli tak, to dlaczego?

Karan odstawiła filiżankę i spojrzała na małe pudełko na krześle – pudełko, w którym ułożyła Tsukiyo, gdy wydał swoje ostatnie tchnienie. Wcześniej Shion wspomniał, że idzie go pochować, jednak wrócił do domu z czarną myszką schowaną w kieszeni jego koszuli, która była jego lustrzanym odbiciem.

Nezumi…

Serce Karan powędrowało do czarnowłosego chłopca.

 

***

 

W takim razie może… ciasto wiśniowe? Powiedział Nezumi. Chciałbym jeszcze raz spróbować twojego ciasta wiśniowego.

Było to na dzień przed tym, jak odszedł z No.6, choć wówczas nie wspomniał jeszcze, że następnego dnia zamierza ich opuścić.

A jednak, Karan jakoś wewnętrznie to przeczuwała.

Ten chłopak… wkrótce zniknie nam z oczu.

Nezumi, kochanie, masz może na coś ochotę? Jeśli tylko czegoś zapragniesz, zrobię to dla ciebie  krawaciki, muffinki, cokolwiek zechcesz!

Nie miał to być prezent pożegnalny. Shion uraczył ją opowieścią o tym, jak on i Nezumi żyli obok siebie, wspierając się nawzajem i wzajemnie broniąc swoich żyć. Oczywiście nie opowiedział jej wszystkiego był to zapewne niewielki fragment całości.

Dziękuję, że byłeś przy moim synu.

Wdzięczność niemal rozsadzała ją od środka, a jednak czuła, że gdyby spróbowała wyrazić ją słowami, jakaś jej część zatraciłaby się po drodze. Żadne ze słów nie brzmiało właściwie, żadne nie oddawało istoty tego uczucia. Wiedziała, że nie ma dla niej miejsca pomiędzy tymi dwoma chłopcami. Miała również niejasne przeczucie, choć zaledwie przeczucie, że być może rozumie, dlaczego serce jej syna tak bardzo lgnie do tego chłopca. Nie umiała tego wyjaśnić, a jednak rozumiała.

Właśnie dlatego jej propozycja nie była prezentem pożegnalnym po prostu chciała okazać mu życzliwość. Nie umiała walczyć, niszczyć ani tworzyć, tak jak robili to Shion i Nezumi potrafiła jedynie piec chleb, ciasta i tym podobne rzeczy. Niemniej wierzyła, że właśnie tym samodzielnie upieczonym kawałkiem chleba lub ciasta jest w stanie nieść innym ukojenie – nawet jeśli tylko odrobinę. Dlatego chciała zostawić Nezumiego z czymś namacalnym, czym mogłaby dać wyraz swojej wdzięczności.

Chciała podarować tyle ciepła, ile to tylko możliwe, chłopcu, który zamierzał odejść, a Nezumi chciał ciasta wiśniowego.

Uśmiechnął się lekko.

Twoje ciasto wiśniowe było najlepszą rzeczą, jaką jadłem w całym swoim życiu. Nic nie może się z nim równać. Jeśli będę w stanie je zjeść raz jeszcze, będę zachwycony.

O, czyli próbowałeś już kiedyś mojego ciasta wiśniowego?

Tylko raz Nezumi spojrzał w sufit, choć nie patrzył na nic konkretnego. Byłem w szoku, że coś tak pysznego może naprawdę istnieć. Wtedy nie mogłem w to uwierzyć i nawet teraz, gdy o tym myślę, wciąż trudno mi to pojąć. Wszystko tamtej nocy wydawało się takie cudowne i nierzeczywiste.

Mówił cicho, niemal szeptem, ale jego głęboki, piękny głos i tak dotarł do uszu Karan.

 Tamtej nocy…  powtórzyła.

Ciasto wiśniowe piekła wiele razy w swoim życiu jako babeczki, keks, sernik na zimno, czy jeszcze coś innego… Była to też coroczna tradycja na urodziny Shiona i zdarzało się, że wówczas wystawiała je na witrynie na sprzedaż. Które z tych ciast wychwalał Nezumi? Której nocy go skosztował? Jeśli było to cztery lata temu… to pewna myśl przychodziła jej do głowy.

Postanowiła jednak o to nie pytać.

Nie mówmy o przeszłości, a o tym, co jest tu i teraz, pomyślała. Na głos zaś stwierdziła:

 Ciasto wiśniowe to w zasadzie deser wczesnoletni, bo potrzeba do niego świeżych wiśni. Teraz niestety musiałabym użyć wiśni z puszki.

 Nic nie szkodzi. Po raz pierwszy również nie jadłem go wczesnym latem.

 Ach, tak? W takim razie dziś na deser będzie ciasto wiśniowe  powiedziała Karan.  Już możesz się cieszyć!

 Naprawdę? Dziękuję, Karan  niespodziewanie twarz Nezumiego rozjaśnił szczery, beztroski, chłopięcy uśmiech.

 Tylko nie ciesz się za bardzo  dodała.  To jednak domowe ciasto, więc smak na pewno nie będzie dokładnie taki sam. Nie wiem, czy zdołam dorównać temu, które uznałeś za najlepsze w życiu… Szczerze mówiąc, trochę się stresuję!

 Doskonale wiem, że tego samego smaku nie da się przeżyć dwa razy odparł Nezumi. Ale mam nadzieję, że będzie wystarczająco dobre, aby zostać wiceliderem.

Oho, masz zamiar mnie nieźle przetestować!

Nigdy w życiu odpowiedział. Nie jestem aż tak zadufany w sobie, żeby choćby pomyśleć o czymś tak skandalicznym zbyt dobrze zdaję sobie sprawę, jaka jesteś wspaniała.

Przesadzasz już z tymi pochlebstwami, Nezumi. Takie żarty nie są śmieszne.

Ale ja mówię całkowicie poważnie. Nawet pośród całego tego chaosu, wciąż piekłaś chleb i wystawiałaś go na półkach piekarni. Kurczowo i z niezmąconym spokojem trzymałaś się swojej codzienności. Nigdy nie sądziłem, że są na świecie ludzie zdolni do czegoś takiego – oznajmił Nezumi. – Karan, jesteś bez wątpienia najsilniejszą, najbardziej opanowaną i najwspanialszą osobą, jaką kiedykolwiek miałem zaszczyt poznać.

Karan poczuła, że się rumieni. Ile już czasu minęło, odkąd ktoś obsypał ją taką ilością gorliwych pochwał?

Dziękuję ci powiedziała. Aż robi mi się ciepło na sercu, słuchając tak szczerych wyrazów uznania. Nezumi, czy mogę dać ci całusa w policzek?

Oczywiście Nezumi pochylił się, aby przyjąć pocałunek Karan, jakby była to najnaturalniejsza rzecz na świecie.

Tamtego wieczoru Karan przygotowała sernik wiśniowy na zimno. Pokroiwszy go na hojne kawałki, postawiła je przed Shionem i Nezumim. Chłopcy wymienili spojrzenia, po czym niemal jednocześnie sięgnęli po widelczyki.

To jest przepyszne! Smakuje dokładnie tak samo powiedział Nezumi, z zadowoleniem kiwając głową.

– Na tyle dobre, by zostać wiceliderem? – zapytała Karan.

Nezumi znów przytaknął.

– Aż nadto.

– Ej, o czym ty właściwie mówisz? – Odezwał się Shion. – Jeśli to jest na drugim miejscu, to które było na pierwszym… Och – wciąż trzymając widelec w dłoni, wbił wzrok w Nezumiego. – Masz na myśli tamto ciasto?

Taa… najlepsze ciasto na świecie. Ten smak zapamiętam do końca życia.

 Na obiad dziś też był gulasz – zauważył Shion.

– Tak było – zgodził się Nezumi. – Nie ma lepszego połączenia niż gulasz i ciasto wiśniowe.

Shion cicho parsknął śmiechem, uśmiechając się łagodnie.

– Nawet jeśli jadłeś je w całkowitych ciemnościach.

– Będę to powtarzać tyle razy, ile będzie trzeba – odparł Nezumi – ale nic nie jest w połowie tak dobre, z włączonym światłem czy bez.

Karan słuchała tej wymiany zdań w milczeniu. Nie miała najmniejszego zamiaru wtrącać się do rozmowy, którą tylko ci dwaj mogli zrozumieć. Zapewne jej syn dzielił z tym chłopcem niezliczoną ilość rzeczy, których ona nawet nie potrafiłaby sobie wyobrazić – znacznie więcej niż ciasto wiśniowe. Niewykluczone również, że był on jedyną osobą, z którą jej syn dzielił się tymi rzeczami w ogóle.

Skoro tak, co by się stało, gdyby nagle ten towarzysz miałby zniknąć?

Poczuła na sobie wzrok Nezumiego, ale nie miała odwagi, by odwzajemnić to spojrzenie.

– Shion –  odezwała się –  zaniósłbyś jutro Inukashi drugą połowę ciasta?

– Jasne, nie ma sprawy. Na pewno bardzo się ucieszy –  odpowiedział Shion.

Nezumi cmoknął z niezadowoleniem.

– Nie ma sensu go tak rozpieszczać. Mówimy przecież o Inukashi –  wyczuje zapach ciasta i od razu sam tu przybiegnie. Nie będziesz go musiał nigdzie szukać.

– Wydaje mi się, że nawet z jego węchem nie jest to możliwe – stwierdził Shion.

– To niech Tsukiyo zaniesie mu kartkę. Po prostu napisz: „Jest ciasto wiśniowe. Weź sobie.” – i będzie tu w mniej niż godzinę. Swoją drogą, szkoda dawać mu całą połowę. Karan, zostaw mi trochę na śniadanie, dobrze?… Tak, tyle wystarczy.

– Ciasto jako pierwsza rzecz z rana? Już mam zgagę –  powiedział Shion, pocierając pierś.

Nezumi lekko wzruszył prawym ramieniem.

– Kto wie, kiedy znów będę miał szansę je zjeść? Nie możesz mnie winić za odrobinę chciwości.

Ręka Karan znieruchomiała w połowie krojenia ciasta.

Jeśli tak bardzo je lubisz… będę je dla ciebie robić, kiedy tylko zechcesz, pomyślała, ale ugryzła się w język. To były tylko puste słowa.

Shion westchnął cicho.

– Więc odchodzisz?

– Tak – powiedział Nezumi. – Rany już prawie się zagoiły. Czas wyruszyć dalej.

– Kiedy?

– Jutro.

Karan uniosła głowę i spojrzała najpierw na Nezumiego, potem na Shiona.

– Naprawdę? Tak szybko – powiedział Shion. – Ale cóż, wygląda na to, że jutro będzie ładna pogoda, więc…

Tak, to będzie dobra pogoda na podróż.

Pod pretekstem wyniesienia talerza po cieście, Karan wycofała się do kuchni – nie mogła znieść widoku twarzy Shiona. Spróbowała zamknąć oczy, ale nic to nie dało. Nezumi z taką lekkością oznajmił Shionowi o swoim okrutnym zamiarze odejścia, a ona nie miała ani słów, ani siły, by zatrzymać tu kogoś takiego.

Wspaniała, silna i opanowana? Co za nonsens. To nie ma ze mną nic wspólnego. Nie umiem nawet spojrzeć własnemu synowi w oczy, oto jak słaba i żałosna jestem.

Zacisnęła dłoń w pięść.

Następnego ranka Karan przygotowała dla Nezumiego muffinki i różne rodzaje pieczywa. Pożegnał się z nią słowami wdzięczności, po czym odszedł, a ona patrzyła na jego oddalającą się sylwetkę.

 

On może już nie wrócić, pomyślała, ale nie o Nezumim, tylko o swoim synu, który udał się, aby mu towarzyszyć aż do skraju Zachodniego Bloku.

Moje dziecko może pójść razem z nim.

Przycisnęła dłoń do piersi z całej siły, czując bicie swojego rozkołatanego serca. Uświadomiła sobie, że pomimo wewnętrznego rozdarcia, pod tym chaosem emocji tliła się delikatna ulga.

Jeśli serce Shiona ciągnęło go w jakieś miejsce, to z głębi duszy pragnęła, by właśnie tam żył. Nie chciała, żeby kiedykolwiek było inaczej.

Jej życie toczyło się tutaj, w małej piekarni na uboczu Utraconego Miasta w No.6. Każdego ranka układała worki z mąką, a od lokalnego gospodarza przyjeżdżały dostawy mleka i jajek. Powietrze wypełniał zapach świeżo pieczonego chleba, a ludzie zwabieni jego wonią przychodzili jeden po drugim, aby kupić bochenek.

Karan chciała tu zostać na zawsze – a raczej postanowiła, że zostanie tu na zawsze. Była zdeterminowana, by chronić swoją codzienność, nie uginając się pod naporem lęku i dając się porwać prądowi zdarzeń.

Shion jednak był inny. Karan przeczuwała, że może wybrać życie gdzieś z daleka od niej – i jeśli miałoby to być życie u boku tamtego chłopca, była gotowa to zaakceptować.

Shion, kochanie, twoja matka kocha cię wystarczająco mocno, by pozwolić ci odejść.

Nie przywiąże cię do siebie – dam ci całą wolność świata. Oto, jak bardzo cię kocham.

A jednak koniec końców Shion wrócił. Został członkiem Komitetu Restrukturyzacyjnego, wybrano go przewodniczącym, a teraz nadzorował odbudowę i odrodzenie No.6.

Choć zdarzały się wzloty i upadki, przez ostatnie dwa lata Shion i Karan nadal mieszkali razem jak syn z matką.

 

***

 

Wdychając aromat kawy, Karan podniosła filiżankę do ust, upijając łyk. Smak wydał jej się mocniejszy i bardziej gorzki niż wcześniej.

Shion za bardzo się forsował, od zawsze tak uważała.

Wybrał życie w tym miejscu wbrew sobie, co zmuszało go do nieustannego przekraczania własnych granic w żałosnym, wyniszczającym go, błędnym kole.

Jak można go uratować? Czy da się go od tego uwolnić?

Tak dwa lata temu, jak i teraz Karan nie potrafiła znaleźć odpowiedzi.

Nie mogę zrobić nic, aby go ocalić.

Dopiwszy ostatni łyk kawy, Karan spróbowała odstawić filiżankę na stół, lecz ta wyślizgnęła się z jej palców. Spadła prosto na podłogę, z hukiem rozbijając się na kawałki.

– O, matko kochana! – Krzyknęła odruchowo. Schylając się, by pozbierać odłamki, mogła tylko marudzić pod nosem. – Boże, jak to się mogło stać?

Niektóre z niebieskich motyli pękły na pół, inne roztrzaskały się w drobny mak.

Nie czuła smutku, a raczej coś w rodzaju samotności, jakiej doświadcza się po śmierci starego znajomego.

Zebrała z grubsza wszystkie kawałki, po czym zawinęła je w ręcznik papierowy. Teraz należało jeszcze odkurzyć resztki, zmyć podłogę na wszelki wypadek i…

Rozległ się huk.

Brzmiał jak odległa eksplozja. Choć dźwięk sam w sobie nie był głośny, pod nogami natychmiast poczuła wibracje, a z zewnątrz dobiegł ją nagły gwar.

Co się właściwie stało?

Otworzyła drzwi piekarni i wyszła na zewnątrz. Na ulicy zebrała się grupka ludzi – same znajome twarze sąsiadów.

– Ach, Karan! Słyszałaś ten hałas? – Zawołała szczupła dziewczyna, odwracając się przez ramię. To była Kuga, właścicielka małej kwiaciarni w pobliżu. Karan czasem dzieliła się z nią niesprzedanym pieczywem w zamian za kwiaty, a bywało również, że Kuga uczyła ją robienia prostych wianków czy przedłużania trwałości ciętych roślin.

– Tak, słyszałam –  potwierdziła Karan. –  Dlatego wybiegłam.  Co się dzieje?

– Nie wiem, ale spójrz! Niebo na wschodzie jest całe czerwone!

Karan uniosła wzrok i ujrzała nocne niebo przesycone szkarłatem. Z oddali niosły się echa syren straży pożarnej i karetek.

– Czy to pożar? Jakaś eksplozja? – Zapytała.

– Jak już mówiłam, nie wiem – odpowiedziała Kuga. – Ale to na pewno zdarzył się jakiś incydent. Może w tamtym rejonie są jakieś fabryki z materiałami łatwopalnymi? Nic innego nie przychodzi mi do głowy. Nasz właściciel pojechał to sprawdzić. Wybiegł, zanim zdążyłam go powtrzymać. Prawdopodobnie był po prostu ciekawy. Tak czy inaczej, mam nadzieję, że to nic poważnego.

– Ja również mam taką nadzieję…

Kuga ziewnęła i pomachała do Karan, jakby cała sytuacja zdążyła ją już znudzić.

– Do później, Karan. Dam ci znać, jeśli czegoś się dowiem, jak właściciel wróci.

– Dziękuję, będę wdzięczna. Dobranoc, Kugo.

Jeszcze raz spojrzała w niebo. Złe przeczucie ścisnęło ją w piersi, a serce przyspieszyło. Czerwonawa poświata zdawała się nie wróżyć nic dobrego. Ale skoro to działo się na wschodzie, to Shion raczej nie mógł się w to wplątać. Udał się przecież na zachód, w kierunku dawnego Zachodniego Bloku…

Wieczorne niebo na powrót ściemniało w czasie, gdy tak stała w bezruchu – być może wybuch nie był aż tak potężny. Ludzie zaczęli wracać do domów, nocne powietrze było już zbyt chłodne, by stać tak długo na zewnątrz. Karan także ruszyła do drzwi.

Wtem przeszył ją nagły dreszcz. Na karku poczuła delikatne mrowienie – nieuchwytne i nienamacalne; nic jej nie ukłuło ani nie ugryzło.

Czyżby był to czyiś wzrok? Ktoś ją obserwował?

Przykładając dłoń do szyi, obejrzała się za siebie.

Nikogo tam nie było.

Ulica była ciemna, tylko gdzieniegdzie snopy światła z latarni przebijały się przez mrok. W porównaniu z niegdyś luksusową dzielnicą Chronosem, ta część miasta nie doczekała się szczególnej modernizacji w zakresie infrastruktury – to oczywiste, że nocą Utracone Miasto nie było tak jasne i olśniewające jak za dnia. A mimo to Karan kochała tę cichą, wszędobylską ciemność, choć niewątpliwie wzbudzała jej najgłębsze obawy w dniu, w którym Shion został zaatakowany.

Teraz pośród ulicznego mroku nie było nikogo poza nią.

Może tylko jej się wydawało?

Pocierając kark, westchnęła już po raz któryś tego dnia.

Tak, to na pewno tylko jej wyobraźnia. Była po prostu bardziej wykończona, niż przypuszczała tym ciągłym zamartwianiem się z byle powodu. Położyła dłoń na piersi i uspokoiła oddech.

Bezwiednie spojrzała w niebo. Zza chmur wyjrzał wąski sierp księżyca.

 

***

 

– Zniszczenie… – powtórzył cicho Shion, po czym powoli się odsunął.

Choć ruch był stopniowy, z łatwością wyswobodził się z ramion Nezumiego, który z kolei nieznacznie skulił się w sobie, jakby owiał go nagły, zimny podmuch.

– Zniszczenie – powtórzył, tym razem z większym zdecydowaniem, jakby próbując przetrawić znaczenie tego słowa. Zmarszczył brwi w zamyśleniu. Prawdopodobnie usiłował dociec, czego może dotyczyć nadciągająca destrukcja. Jego wzrok błądził przez chwilę po pokoju, po czym powrócił do Nezumiego. –  Narodzi się wewnątrz No.6, czy atak nastąpi z zewnątrz – które z tych dwóch?

Zarówno jego głos, jak i spojrzenie były bez wyrazu; Nezumi nie potrafił odczytać kryjących się za nimi emocji.

Ach, czyli teraz nauczyłeś się robić takie miny, co?

Nezumi niezliczoną ilość razy był naocznym świadkiem, jak Shion zmieniał się w jednej chwili. W tym wypadku jednak było inaczej –  te oczy były inne. To nie tak, że brakowało w nich emocji; to Nezumi nie umiał ich rozszyfrować. Nie był to wzrok szaleńca, a człowieka, który ma nad sobą pełne panowanie.

Pokręcił głową.

– Nie mam pojęcia. Wydaje mi się, że obie opcje są całkiem możliwe.

– Cóż za niejednoznaczna odpowiedź. Zupełnie jak nie ty.

Nezumi wzruszył ramionami.

– Jak ja, nie jak ja – już samo to stwierdzenie jest dość dwuznaczne. Chodzi mi o to, że No.6 nie jest wcale tak stabilne, jak się może wydawać z twojego punktu widokowego na samym szczycie. Posłuchaj… równie dobrze mógłbyś teraz balansować na jednej nodze nad przepaścią.

– Więc mówisz, że mam się nie zdziwić, jak to wszystko runie?

– W mojej ocenie jest to całkiem prawdopodobne.

– Nezumi… – Shion zrobił pół kroku w przód. – Co robiłeś przez ostatnie dwa lata?

– Oho, no i przesłuchanie się zaczyna, mam rację?

– Co robiłeś i gdzie byłeś? — Naciskał Shion. — Co widziałeś i słyszałeś? Jak wyglądało twoje życie? Nieustannie wędrowałeś, czy były miejsca, w których zatrzymałeś się na jakiś czas? Zawsze byłeś sam, czy miałeś jakichś przelotnych towarzyszy? Zachorowałeś kiedykolwiek? Wpakowałeś się w kłopoty? Jadłeś porządnie? A może żyło ci się zaskakująco wygodnie?

– Shion…

– Ja przez cały ten czas byłem tutaj – ciągnął dalej. – Wziąłem na siebie ciężar rzeczywistości, który kazałeś mi na siebie wziąć. Uważnie obserwowałem świat, od którego zabroniłeś mi odwracać wzroku. Pracowałem nad reformą No.6 cały ten czas. Ty odszedłeś – ja zostałem.

Nezumi skinął głową. Potem spojrzał Shionowi w oczy, które teraz były pełne emocji.

Nie umiał ich nazwać, ale przywodziły mu na myśl fale kołyszące się po olśniewająco błękitnym morzu. Odsunął się odrobinę – odsunął się od tych oczu, które potrafiły w ułamku sekundy przechodzić z bezruchu w ożywienie, z opanowania w rozemocjonowanie. Te oczy, zdolne zmienić swój wyraz na zawołanie, budziły w nim uczucie nostalgii, a jednocześnie ich głębia pozostawała dla niego czymś zupełnie obcym.  

 Nigdy bym nie przypuszczał, że w ciągu zaledwie dwóch krótkich lat, można do tego stopnia rozwinąć dobrze zorganizowane państwo, oparte na funkcjonującym porządku prawnym – przyznał szczerze Nezumi. – Ale niebezpieczeństwo czai się z każdej strony – w szczególności na ciebie. Jestem pewien, że uwzględniłeś pewien poziom ryzyka w swoich kalkulacjach, ale jeśli okaże się większe, niż przewidywałeś…

– Nie o to pytałem! – Krzyknął Shion, a olśniewająco błękitne fale w jego oczach wezbrały i wzburzyły się gwałtownie. Chwycił Nezumiego za kołnierz. – Pytam, co robiłeś i gdzie byłeś przez ostatnie dwa lata. Odpowiedz mi porządnie, Nezumi.

Gdyby chciał uniknąć jego uchwytu, z pewnością by to zrobił. Gdyby chciał odtrącić jego wyciągniętą rękę, z łatwością by to uczynił. A jednak nie stawiał oporu.

Miał zamiar zaakceptować Shiona dokładnie takim, jakim jest.

Powrócił tu podjąwszy taką decyzję, a kiedy ujrzał na własne oczy odrodzenie miasta, jego postanowienie tylko się wzmocniło.

Dwa lata. Naprawdę zdołałeś osiągnąć aż tyle w zaledwie dwa krótkie lata?

Wystarczył jeden zły ruch, aby No.6 uległo całkowitemu zniszczeniu – począwszy od samych korzeni, wkrótce zniknęłoby z powierzchni ziemi –  była na to spora szansa, a przynajmniej tak mu się wydawało.

A jednak No.6 uniknęło tego losu.

Wkrótce chaos ucichł, przywrócono praworządność, a No.6 odbudowano jako sprawnie funkcjonujące państwo-miasto.

Oczywiście zagrożenie nie minęło. Tak jak powiedział Shionowi, No.6 pełne było pęknięć zarówno z zewnątrz, jak i od środka. Nezumi czuł niemal namacalnie, jak wielkie było ryzyko jego upadku, choć nie potrafił jeszcze określić jego prawdziwej formy. Nie mógł powiedzieć na ten temat nic konkretnego i właśnie dlatego niebezpieczeństwo urastało do przerażającego stopnia.

Mimo to, jeszcze mieli szansę przetrwać. Nowe No.6 mogło okazać się znacznie silniejsze i wytrwalsze, niż jego obawy.

Uścisk Shiona zelżał.

– … Przepraszam.

Kiedy miał już cofnąć rękę, Nezumi złapał go za nadgarstek.

– Za co przepraszasz?

– Znów obarczyłem cię winą. Próbowałem zrzucić wszystko na ciebie.

– O czym ty mówisz?

– Sam przecież powiedziałeś, że to ja podjąłem decyzję. Zostałem w No.6 z własnej nieprzymuszonej woli i sam postanowiłem przyjąć na siebie ciężar rzeczywistości. To była moja decyzja – to ja powiedziałem, że nie odwrócę wzroku od świata… A mimo to obwiniłem cię za wszystko, jakbyś po prostu uciekł. To… – Shion spuścił wzrok. – To nic innego jak fałszywe oskarżenia. Zwyczajnie wyładowałem na tobie swoją złość, kiedy nie zrobiłeś nic, aby na to zasłużyć.

– Ale to wszystko prawda, nie?

– Co?

– Odszedłem z No.6, a ty zostałeś. To niezaprzeczalna prawda, Shion.

– Ale to nie tak, że uciekłeś.

– Skąd możesz to widzieć?

Shion uniósł głowę i utkwił wzrok w Nezumim, z wyrazem twarzy, który Nezumi znał aż zbyt dobrze. Nawet jeśli był w tej chwili wyraźnie zdezorientowany, jego spojrzenie pozostawało skupione i pełne determinacji.

– Równie dobrze może być dokładnie tak, jak mówisz – powiedział Nezumi. – Wtedy… myślałem, że już po wszystkim. Kiedy zobaczyłem, że mur dzielący No.6 i Zachodni Blok runął – i to w całości, nie tylko w części – stwierdziłem, że to już koniec. Wiem, że już ci o tym mówiłem, ale całe swoje życie pragnąłem tylko jednego: zniszczenia No.6… więc kiedy cię spotkałem, pomyślałem, że być może to marzenie ma szansę stać się rzeczywistością. Byłeś moim asem w rękawie. Wykorzystałem cię, aby osiągnąć swój cel.

... Tsk. Cmoknął na siebie w duchu. Co ja do cholery wygaduję? Jaki jest sens wywlekać przeszłość po całym tym czasie? Nie wrócił tutaj, aby się wyspowiadać i odkupić swoje winy, czy w innym akcie egoistycznego sentymentalizmu.

A jednak słowa same cisnęły mu się na usta. Nie mógł dłużej dusić w sobie prawdy, którą pozostawił niewypowiedzianą przez ostatnie dwa lata.

– Osiągnąłem to, co chciałem – stwierdził Nezumi. — Mój plan dobiegł końca, więc uznałem, że nie ma już powodu, abym tu dłużej był. Przecież nie mogłem sobie życzyć niczego więcej. Ale ty, Shion – ty tworzysz rzeczy. Jesteś w stanie zbudować coś od zera. Ja czegoś takiego nie potrafię – nawet, gdybym pozostał u twojego boku, co by to dało? Jeżeli No.6 miało się odrodzić na nowo, nie miało to ze mną nic wspólnego.

Usta Shiona lekko się poruszyły, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.

– Jesteś niesamowity – kontynuował Nezumi. – Odegrałeś swoją rolę znakomicie. Albo raczej wciąż ją odgrywasz, bo kurtyna jeszcze nie opadła – akt drugi dopiero się zaczyna.

Akt II, scena pierwsza: gdzie rozegra się jej akcja?

W mieście tętniącym życiem i spokojem, czy ogarniętym zamieszkami? A może pośród ruin pozbawionych śladu życia? Prawdziwy spektakl miał się właśnie rozpocząć – bez próby generalnej czy jakiegokolwiek scenariusza.

– Shion – Nezumi mocniej ścisnął jego nadgarstek. – Uświadomiłem coś sobie.

W ciągu tych ostatnich dwóch lat uświadomił coś sobie: prawdę prostą i oczywistą, choć potrzebował sporo czasu, aby ją zrozumieć. Widzisz, ja od zawsze odwracałem wzrok. Kazałem ci patrzeć prosto przed siebie, a sam nie potrafiłem tego uczynić. Jakie to tchórzliwe, jakie obłudne z mojej strony… Nie mam żadnego usprawiedliwienia.

Wyjawię ci teraz całą prawdę.

– To nie przed No.6 uciekłem, tylko przed tobą.

Tak jak się spodziewał, Shion nie odezwał się ani słowem. Bez mrugnięcia okiem, wciąż wpatrywał się w Nezumiego.

– Boję się ciebie – powiedział Nezumi. – To też już ci mówiłem – nie rozumiem niczego, co się dzieje w twojej głowie.

– … Yhm.

– Nie kłamałem, naprawdę nie mogę cię pojąć. Nawet kiedy myślałem, że już mi się udało, w rzeczywistości był to zaledwie fragment, a cała reszta nadal pozostawała spowita mgłą. Nie potrafiłem cię zrozumieć i wciąż nie potrafię, nieważne, jak bardzo się staram. Czy to w ogóle ma dla ciebie sens?

 Ani trochę.

 Tak myślałem. Sam nie wiem, jak to wyjaśnić.

Słowa były trudne – im usilniej próbował wytłumaczyć, o co mu chodzi, tym bardziej bezowocne były jego wysiłki. A osoba, która przed nim stała, nie miała żadnej tolerancji dla choćby cienia fałszu.

– Bałem się – powiedział Nezumi – bo czułem, że mogę się zmienić, jeśli zostanę przy tobie i nie byłem w stanie dokładnie przewidzieć, w jaki sposób. Czułem, że mogę stracić nad sobą kontrolę. A czegoś takiego nie doświadczyłem nigdy w całym swoim życiu.

Rzeczywiście, czegoś takiego nie doświadczył nigdy w całym swoim życiu.

Zdarzały się chwile, gdy znajdował się na skraju załamania, chwile, w których prawie się poddał, myśląc, że nie da rady iść dalej – szczerze mówiąc, było tak niezliczoną ilość razy. Ale nigdy, nawet przez krótki moment nie czuł, że może stracić nad sobą panowanie. Bez względu na to, jak trudna była sytuacja i jak desperackie było jego położenie, nigdy nie stracił z oczu, kim jest.

Teraz zaczynał się wahać.  

W obecności Shiona gubił jasny obraz samego siebie. Czy powinien pragnąć czegoś więcej niż unicestwienia No.6? Czy mógłby odnaleźć sposób na życie, który nie opierałby się na zemście i narastającej nienawiści? Te pytania pojawiały się niezależnie od jego woli, tylko pogłębiając uczucie wewnętrznego rozdarcia.

Był to istny chaos. W końcu, nie mogąc dłużej znieść zdezorientowania, które narastało w nim wraz zachodzącymi zmianami, Nezumi uciekł.

– No.6 zostało zniszczone, więc moja rola również dobiegła końca – powiedział. – Myślałem, że jeśli tylko zdołam się do tego przekonać, to będzie wystarczający powód, żeby odejść. Wówczas nie byłaby to ucieczka przed tobą, tylko opuszczenie tego miejsca z całkiem racjonalnego powodu, a przynajmniej to próbowałem sobie wmówić. Ja… nie umiem być jak ty. Potrafisz stawić czoła samemu sobie, zmierzyć się z tym, kim naprawdę jesteś, natomiast ja… nie byłem wtedy jeszcze gotowy, by zdobyć się na coś takiego. Mogłem tylko uciec i na tym polega sedno sprawy.

 Nezumi –  powiedział Shion, kręcąc głową. –  Wybacz, ale nie rozumiem nawet połowy z tego, co mówisz. Ty zawsze byłeś sobą –  nigdy nie byłeś nikim innym ani nikogo nie oszukiwałeś. Ale skoro upierasz się, że uciekłeś, to ja też mam coś, co chcę ci powiedzieć. Coś, co muszę ci powiedzieć.

Shion cofnął rękę i zacisnął dłoń w pięść.

– Zapytałem, co robiłeś przez te ostatnie dwa lata, po tym jak zniknąłeś mi z oczu. Chciałem wiedzieć, jak żyłeś i nadal chcę – szczerze mówiąc, szaleję z ciekawości – znów rozluźnił palce. – Ale w tej chwili nie ma to znaczenia. Ważne jest to, że... – położył dłoń na piersi Nezumiego – jesteś tu teraz ze mną. Jeśli wyciągnę rękę, mogę cię dotknąć. Mogę usłyszeć twój głos, poczuć twoje ciało. Nie jesteś iluzją ani wspomnieniem – prawdziwy ty stoisz przede mną… I właśnie na to czekałem cały ten czas.

Uniósł podbródek i kontynuował z nutą wyzwania w głosie:

– Ale nie będę już dłużej czekać – od jego dłoni biło ciepło. – Zawsze wędrujesz, nigdy nie zatrzymując się w jednym miejscu zbyt długo. Jestem pewien, że i tym razem nie będzie inaczej. Któregoś dnia znowu opuścisz No.6 – może za rok, może za sześć miesięcy. Może nawet jutro.

– Nie no, jutro to byłaby przesada, nawet jak na mnie – mruknął Nezumi.

– A skąd mam niby to wiedzieć? – Zapytał Shion. – Jesteś tak nieprzewidywalny; mógłbyś po prostu pomachać na pożegnanie i zniknąć bez ostrzeżenia. Czy przypadkiem właśnie tego nie zrobiłeś ostatnim razem? Nie dałeś mi nawet czasu, żebym się psychicznie przygotował. Po prostu nagle rzuciłeś „Jutro się zbieram, pa!” i już cię nie było.

– … Shion, to nie tak. Czy ty celowo przekręcasz moje słowa? Nigdy nie powiedziałbym na pożegnanie czegoś tak mało inspirującego.

Shion pchnął go w pierś z większą siłą, niż Nezumi mógłby się spodziewać i aż musiał się zaprzeć, by nie stracić równowagi.

– Następnym razem idę z tobą – powiedział, patrząc mu prosto w oczy. – Nie puszczę cię już samego.

– Czy ty w ogóle wiesz, co mówisz? – Zapytał Nezumi.

– Oczywiście, że wiem.

– Czyli porzucisz to miejsce? Porzucisz No.6?

– Tak.

– Porzucisz swoje obecne życie, swoją pracę i pozycję?

– Dokładnie tak.

– … A co z Karan?

Shion wstrzymał oddech. Po długim milczeniu ponownie otworzył usta:

– Następnym razem idę z tobą – tak postanowiłem.

Nie było to jego pobożne życzenie, a raczej ostateczna decyzja. Nezumi czuł, że zaczyna ulegać.

– Czekaj, Shion, nie możesz tak po prostu sam o tym zadecydować. Nie przypominam sobie, żebym mówił cokolwiek o zabieraniu cię ze sobą.  

– Ale ja nie proszę cię, żebyś zabrał mnie ze sobą – odparł Shion. – Postanowiłem z tobą pójść – po prostu cię o tym informuję.

Westchnął, po czym dodał:

– Nie będę znów stał i patrzył, jak odchodzisz ani czekał na ciebie, kurczowo trzymając się obietnicy. Podjąłem tę decyzję dla siebie.

Nie zmienisz zdania, tak? O to ci chodzi? Nieważne, co kto powie?

A więc postanowione. Nezumi był gotów się poddać.

Shion był intensywny. Ta intensywność nie była dla niego czymś nietypowym ani czymś sprzecznym z jego naturą – namiętne uczucia od zawsze tliły się głęboko w jego wnętrzu, gotowe wybuchnąć w każdej chwili.

Nezumi wypuścił z siebie powietrze.

Może wcale nie byłoby tak źle dać się porwać tym intensywnym, olśniewającym, błękitnym falom. Może to był prawdziwy powód, dla którego wrócił – nie mógł zapomnieć tej intensywności. Jeśli tak, to wynik tego starcia był przesądzony od samego początku.

– Zrobisz, co zechcesz – te słowa były krótkie i szorstkie, w przeciwieństwie do jego myśli.

– Dokładnie. Zrobię, co zechcę – odpowiedział Shion, niemalże dziecinnie, z lekkim uśmiechem na ustach.  

Jego palce pogłaskały policzek Nezumiego, przesunęły się ku górze, muskając płatek jego ucha, po czym pociągnęły za czarną gumkę, sprawiając, że włosy opadły mu luźno na ramiona.  

– Zawsze chciałem ci to powiedzieć – dodał, wciąż się uśmiechając – z rozpuszczonymi włosami wyglądasz trochę młodziej.

Obraz przed oczami Nezumiego zadrżał.

Ach... Kiedy na mnie patrzysz, wciąż widzisz mnie z tamtej nocy, prawda? Zakrwawionego dwunastolatka przemokniętego do suchej nitki.

Nieznacznie uniósł podbródek Shiona.

Ale widzisz, Shion – wspomnienia to tylko wspomnienia, nie rzeczywistość. Jedyną rzeczą, której wolno nam dać się zniewolić, jest rzeczywistość, którą mamy przed sobą – wyszeptał w myślach i w tym samym momencie dał się porwać żywej scenie sprzed lat.

Pośród ulewnego deszczu i wichury nagle otworzyło się okno i młody chłopiec, rozkładając szeroko ramiona, krzyknął, jakby chciał powiedzieć: „Wejdź!”. W jakiś cudowny, ponad wszelkie prawdopodobieństwo, Nezumi usłyszał głos zapraszający go do środka.

Nadzieja i uzdrowienie – dla Nezumiego oznaczały właśnie tę scenę, ten jeden krzyk. Ich niepojęty język – mógłby użyć wszystkich słów świata, aby spróbować go opisać – a i tak najprawdopodobniej nikt by go nie zrozumiał, nawet Shion. Tak czy owak, niezaprzeczalną prawdą było to, że słowa „nadzieja” i „uzdrowienie” objawiły się przed nim pod postacią tamtego chłopca. Ta prawda wyryła się głęboko w jego sercu. Nawet jeśli…

Nawet jeśli jedyną rzeczą, której wolno mi dać się zniewolić, jest rzeczywistość, którą mam przed sobą.

Ich usta złączyły się w pocałunku. Palce Shiona leniwie błądziły w jego rozpuszczonych włosach.

Knot lampy zaskwierczał cicho, a dwa cienie zatańczyły na ścianie.

Czas płynął niczym łagodna melodia.

– Shion – Nezumi przetarł opuszkiem palca jego wilgotne wargi. – Trochę się nie widzieliśmy, a ty przez ten czas zrobiłeś się całkiem niezły w całowaniu.

– Prawda? Ćwiczyłem specjalnie z myślą o tym dniu.

– I co, mówienie głupich żartów tuż po pocałunku to również efekt treningu? W takim razie raczej nie masz talentu do odczytywania nastroju.

 Nezumi.

 Tak?

 Poczekaj na mnie rok.

Przyjrzał się Shionowi. Nie uśmiechał się, a w jego oczach nie było już ani śladu wilgoci.

 Za rok wybierzemy burmistrza i parlament – wyjaśnił Shion. –  Odbędą się wybory, których nikt i nic nie będzie miało prawa zakłócić choćby w najmniejszym stopniu.

– I ty chcesz tego dopilnować, tak?

– Uważam, że mam taki obowiązek.

Obowiązek tego, któremu powierzono odpowiedzialność i misja tego, który przeżył, pomyślał Nezumi. Zastanawiam się… czy za rok od teraz będziesz w stanie odłożyć to wszystko na bok i zrzucić z siebie ten ciężar?

– Shion, ja też muszę o czymś z tobą porozmawiać –  powiedział. –  Tym razem z całym szacunkiem dla twojej roli jako przewodniczącego Komitetu Restrukturyzacyjnego i kogoś, kto stoi na czele No.6.

– Zniszczenie znów budzi się do życia, co? O to chodzi?

– Tak. Na ten moment nie jestem w stanie powiedzieć nic konkretnego, ale…

Pii, pii, pii!

Nagle trzy myszki zaczęły piszczeć, a czarny pies zerwał się na nogi.

Co to było? pomyślał Nezumi, ale zdusił w sobie to pytanie i zamiast tego nadstawił uszu.

Coś działo się na zewnątrz…

Otworzył drzwi i ruszył po schodach. Tym razem momentalnie odniósł niejasne, ale nieodparte wrażenie, że coś jest nie tak. Nie zatrzymując się, rzucił się biegiem przez las, aż w końcu dotarł na szczyt średniej wysokości wzgórza.

– Och…

Słup ognia unosił się nad rogiem dawnego Zachodniego Bloku. Wiatr niósł jęki syren karetek ze starego No.6 – tam również się coś działo.

Zaczęło się.

– Nezumi… – odezwał się Shion zachrypniętym głosem, stając u jego boku. – Nezumi, źle to wygląda – czekaj, czy to nie okolice hotelu Inukashi?

– Co? Inukashi? Nie ma opcji…

Tym razem to Shion pierwszy rzucił się biegiem w dół zbocza. Nezumi ruszył za nim.

Żar płomieni nie miał prawa sięgać aż tutaj, a mimo to Nezumi poczuł nagły podmuch gorąca. Ptak przeleciał nad ich głowami, a jego krzyk rozciął wieczorne niebo, gdy biegli razem w stronę ognia.

 

(Dalszy ciąg nastąpi w No.6 Saikai #2)

 

***

 

Posłowie

Choć w opowieści minęły dwa lata, w rzeczywistości upłynęło ich czternaście. Pozwól, że tobie, z którym spotykam się ponownie, w pierwszej kolejności przekażę wyrazy mojej wdzięczności.  

Dziękuję, że czekałeś cały ten czas i jednocześnie przepraszam, że kazałam ci czekać tak długo. Zajęło mi czternaście lat, by ponownie spotkać Shiona i Nezumiego.

Powodem było to, że… nie potrafiłam doprowadzić do końca historii zatytułowanej No.6. Ostatecznie nie potrafiłam rozwiązać konfliktu, z którym mierzyli się Shion i Nezumi, więc przerzuciłam odpowiedzialność za wynik tego starcia na istotę zwaną Elyurias.

Okradłam w ten sposób tych dwóch chłopców z ich własnej walki. Postawili na szali swoje ciała, serca i umysły – całą swoją egzystencję – a ja nawet tego nie mogłam im zapewnić. Myśl o tym towarzyszyła mi przez ostatnie czternaście lat i cały ten czas w mojej głowie raz po raz rozbrzmiewało pytanie: Naprawdę chcesz się tak po prostu poddać?

Wciąż nie wiem, czyi był to głos – Shiona, Nezumiego, Twój czy mój, ale zadecydowałam, że jeszcze raz, tylko ten jeden raz, stanę u ich boku i podejmę walkę. Tylko ten jeden raz. Tak jak Elyurias dała Shionowi i Nezumiemu jedną jedyną szansę – tak i ja dostałam swoją, by odkupić się w ich oczach. Cokolwiek się wydarzy, nie pozwolę, by poszła na marne.

Począwszy od moich redaktorów, jest wiele osób, którym powinnam teraz podziękować za to, że trwały u mojego boku przez ostatnie czternaście lat, ale obecna ja nie ma już tyle czasu. Pewnego dnia, gdy Shion, Nezumi i ja zakończymy naszą walkę – gdy naprawdę doprowadzę ją do końca – zrobię to wszystko jeszcze raz.

Asano Atsuko, 2025




[1] w przekładzie Józefa Paszkowskiego (przyp. tłum.)

Komentarze

  1. Cóż to była za podróż! Dotarliśmy do końca pierwszego tomu powieści No.6 Saikai! Po raz kolejny z tego miejsca chciałabym wszystkim serdecznie podziękować! Jak już pisałam w przedmowie tłumacza, ten projekt miał dla mnie wymiar szczególnie osobisty, ale nic z tego nie miałoby sensu, gdyby nie nasi cudowni Czytelnicy! Za Panią Asano, po raz wtóry dziękuję, że postanowiliście przeczytać No.6 Saikai i osobiście dziękuję, że zdecydowaliście się przeczytać je po polsku. Z największą przyjemnością powrócę do Was z tłumaczeniami kolejnych części powieści, abyśmy razem mogli być świadkami zmagań Shiona i Nezumiego w tej nowej, tajemniczej rzeczywistości. Dajcie znać, jak podobał Wam się tom pierwszy i do zobaczenia w historiach pobocznych oraz jesienią w No.6 Saikai #2! Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie chce się wierzyć, że już mamy koniec, zdecydowanie za szybko to zleciało🫢
    Kurczę, ten tom naprawdę fajnie zaczyna całą problematykę ich świata i postaci. Bardzo się cieszę, że każdy bohater (no tylko Rikiga się jakoś nie wychylił, ale ciągle pokładam w tym nadzieję) rozwinął się na swój sposób, co widać, ale w bardzo przystępnie. Emocje jakie nimi targają nie wzięły się z nikąd, tylko z ich autentycznego rozwoju (przy okazji ciągle pozostając sobą😎)
    Poza tym, jak zapewne u każdego banan pojawił mi się na twarzy przy wszystkich scenach Shiona z Nezumim 🐀🪻(no i najważniejsze, że są już razem 😗)
    Jestem obrzydliwie ciekawa, jak sobie będą radzić z nowym problemem w takiej konfiguracji -ba, jestem ciekawa co chce targnąć na nowe No.6!

    No i nie można zapomnieć o ogromie pracy włożonej w tłumaczenie (sprawiłyście że co środę czekałam przez cały dzień na rodział🫣)
    Więc wielkie podziękowania z zadupowic wielkich, od losowego człowieka❤️ mój dobry środowy nastrój to Wasza zasługa

    (Wiem, że czekają mas jeszcze historie poboczne, ale to teraz mnie wzięło na podsumowaniez więc niech tak będzie :<)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To my dziękujemy! Swoją drogą na Rikigę chyba każdy czeka. Miejmy nadzieję, że za tom drugi uda nam się zabrać jak najszybciej 💕

      Usuń
  3. Jestem w niebie 🤗❤️ Tyle dostać to prawie jak prezent na gwiazdkę w lipcu xd Czy już oficjalnie można powiedzieć,że są razem? Jestem jak najbardziej na tak ❤️

    Z drugiej strony mamy to wspomniane zniszczenie i jestem ciekawa kto tym razem chce zniszczenia miasta i najważniejsze czy Inukashi i mały Shion oraz psy są cali i zdrowi 🥺

    Wyczekiwałam z wielką przyjemnością nowych rozdziałów i jestem mega mega wdzięczna za włożoną pracę w tłumaczeniu każdego rozdziału i bede wyczekiwać tych z tomu drugiego 😁
    Dziękuję jeszcze raz za włożoną pracę w tłumaczeniu dla nas tego tomu ❤️
    Pozdrawiam serdecznie 😁

    Ps. Teraz pozostaje mi czekać na historię poboczne 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również bardzo dziękujemy! W mojej głowie oni zawsze są razem, haha. Coś czuję, że szczególnie spodoba Ci się druga historia poboczna. Jest na co czekać!

      Usuń
  4. Przeczytane po kilka razy. Dosłownie znam już na pamięć ich dialogii i gesty z fragmentu z ponownego spotkania. Jedna rzecz mnie tak nurtuje, że nie mogę spać, a jest 5 rano jak to piszę. Normalnie nie piszę nigdy nigdzie żadnych komentarzy, ale teraz jestem zdesperowana. No bo ludzie w różnych miejscach wstawiają screeny że scenami, których nie mogę nigdzie znaleźć żeby przeczytać. Mianowicie (SPOILER) Shion wchodzi do pokoju, jest tam Nezumi i Inukashi, uścisk dłoni, zostają sami no i tyle wiem, a widziałam dosłownie komentarz że podobno pocałowali się 3 RAZY i że Shion jest horny af😭
    I teraz szukam tego wszędzie i nie mogę znaleźć 😫
    Czy to gdzieś istnieje? xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć i czołem! Przede wszystkim cieszę się, że wracasz, to zawsze znak, że tłumaczenie da się czytać, haha. Dzięki. Co do twojego pytania, to znam tę powieść jak własną kieszeń, więc jestem prawie pewna, że chodzi o to, że chłopaki w sumie pocałowali się trzy razy: pierwszy był pocałunek na dobranoc, drugi jako obietnica ponownego spotkania i w najnowszej serii trzeci. A jeśli chodzi o to, że Shion jest horny af, to już chyba weszliśmy na poziom pewnego memu w fandomie. (¬‿¬ ) Nie odbiega to chyba jednak od prawdy, ponieważ w jednej z historii pobocznych w 'No.6' Shion stwierdza coś takiego, że nikt nie pragnie Nezumiego bardziej niż on. Potem jeszcze przy jednej z rozmów z Inu odpływa, bo myśli sobie, że nie ma nikogo piękniejszego i silniejszego od Nezumiego. Generalnie cały czas Nezumi to, Nezumi tamto. No i jako wisienkę na torcie mamy 'No.6 Saikai', gdzie po pierwsze Shion wyraźnie zaznacza, że nie chce przyjacielskiej relacji z Nezumim, a potem wykonuje pierwszy ruch, jakim jest pogłaskanie Nezumiego po policzku i rozpuszczenie jego włosów. Drugi mem, który się Shiona trzyma, to 'king of yearning', przez to, że cały czas jest taki stęskniony i pragnący bliskości. (ノ´ヮ`)ノ*: ・゚ Przepraszam za ten wywód, nie mogłam się powstrzymać. W każdym razie, takiej sceny nie ma, ale tak pocałunki były 3. Jeśli masz pytanie odnośnie konkretnych screenów, to daj znać, możemy się jakoś złapać i pomogę ci ogarnąć, skąd są ♡

      Usuń

Prześlij komentarz