Historia poboczna: Nazwa kwiatu

Historia poboczna: Nazwa kwiatu

 

Niebo było olśniewająco błękitne, tak intensywne, że Shion musiał mrużyć oczy, by na nie spojrzeć.

Wybrukowana droga prowadząca do Północnego Bloku w połowie przechodziła w ubity grunt. Po wczorajszym deszczu i dzisiejszym słońcu ziemia nabrała głębszego odcienia niż zwykle, jakby promieniowała wewnętrznym światłem.

– Nezumi – zawołał, a postać idąca przed nim zatrzymała się. Zrównawszy z nim krok, Shion wskazał trawę rosnącą przy drodze.

– Na wiosnę – powiedział – zakwitnie tu całe pole drobnych białych kwiatów. Wiedziałeś o tym?

Nezumi na moment przystanął i spojrzał na niego.

– Jak się nazywają?

– Hę? – Jak się nazywają, pytasz…? – Nie wiem.

– Nie wiesz? – powtórzył Nezumi. – Chcesz mi powiedzieć, że wspominasz o kwiatach, których nawet nie potrafisz nazwać?

– Tak wyszło, ale… hej, co to właściwie miało znaczyć?

– Ach, nic takiego – powiedział Nezumi. – Po prostu wydało mi się to u ciebie nietypowe. Myślałem, że jeśli nie umiałbyś wyjaśnić, do jakiej rodziny i gatunku należą, gdzie rosną, czy są wieloletnie, czy jednoroczne, jaki dokładnie mają kształt płatków i liści… to nawet nie wspomniałbyś o nich słowem.

– Nezumi, czy ty się ze mnie nabijasz? – Zapytał Shion. – Świat jest pełen rzeczy, których nie wiem – przynajmniej tego  jestem świadom. A poza tym nawet ja nie uważam, że wszystko da się wytłumaczyć samą wiedzą.

Świat był pełen niewiadomych.

Kształt teraźniejszości, serca ludzi, nazwy dzikich kwiatów – to wszystko wciąż jest mi obce, pomyślał. Nezumi, o czym myślisz? Co chodzi ci po głowie, gdy idziesz tą drogą? Co tak naprawdę o mnie wiesz?

Nezumi uniósł wzrok ku niebu. Jego oszałamiający błękit był idealnie czysty, tylko gdzieniegdzie unosiły się miękkie, puszyste chmury, leniwie dryfujące na północ – takie niebo zwiastowało rychłą wiosnę.

– Wiedza jest ważna, niezależnie od okoliczności – powiedział Nezumi. Znów spojrzał na Shiona. – Ale równie ważny jest umysł, który potrafi tę wiedzę w pełni wykorzystać.

Oczywiście, miał rację. Wiedza bez umiejętności jej zastosowania nie była nic warta – podobnie jak wiedza bez empatii. To ty, Nezumi, nauczyłeś mnie, jak wiele rzeczy, które niegdyś były mi drogie, w istocie nie maiło żadnej wartości.

Nezumi westchnął cicho.

–Ty wiesz jak to jest.

– Hm?

– Wiesz, jak to jest po obu stronach murów No.6 – powiedział. – Nie w ramach suchej informacji, ale z własnego doświadczenia.

– Tak…

Shion był po obu stronach – po obu stronach tych potężnych murów, które kiedyś oddzielały „wewnątrz” od „zewnątrz”. Mieszkał i żył codziennym życiem po jednej i po drugiej stronie. Jeśli miałby mierzyć te doświadczenia tylko w miesiącach i latach, to jego pobyt w środku zdecydowanie by wygrał, natomiast to właśnie na zewnątrz był w stanie czerpać z życia garściami.

Szalejące tętno. Odruchowe reakcje jego organizmu. Strach tak potężny, że rozdzierał go na pół. Serce, które nieodparcie lgnęło do drugiego człowieka. Szczere pragnienie przetrwania. Umiejętność życia z nadzieją, zdolność do głębokiego myślenia i wyrażania tych myśli z elokwencją. Nawet narastający w jego piersi impuls, by wspomnieć o kwiecie, który zakwita nie o tej porze roku.

Wszystko to bez wyjątku zdobył poza murami.

– Nie ma wątpliwości, że masz wiedzę – powiedział Nezumi. – Pytanie tylko, jak ją wykorzystasz. Wszystko zaczyna się teraz, Shion. Ale…

– Ale?

– Ach, nieważne – ruszył przed siebie.

Mogę pójść z tobą, Nezumi? wyszeptał w myślach Shion. Te słowa rozbrzmiewały w nim nieprzerwanie, odkąd wyszli z domu… a może nawet wcześniej – już od zeszłej nocy, gdy Nezumi oznajmił, że odchodzi. Szepty splątały się ze sobą, utworzyły gulę w jego gardle i groziły, że zaraz wydostaną się na zewnątrz.

Czyli  naprawdę odchodzisz? W takim razie… czy jeszcze kiedyś cię zobaczę? Jeśli nie… jeśli nie… nie byłbym w stanie tego znieść.

Może powinienem chwycić cię za ramię? Złapać cię i błagać, żebyś został?

– Proszę zaczekać! Zaczekajcie, błagam! – rozległ się wysoki, zdyszany głos.

Shion odwrócił się.

Stała tam kobieta, trzymająca za rękę małą dziewczynkę.

– Ty jesteś… Shion, prawda? To ty? Ten, który powstrzymał zamieszki pod Kroplą Księżyca… Wszędzie poznałabym te białe włosy i czerwoną bliznę.

– Co? Em… właściwie to nie powstrzymałem żadnych zamieszek. Nic z tych rzeczy…

– Błagam, uratuj nas!

– Słucham? Uratować was?

Shion natychmiast rozejrzał się wokoło, myśląc, że może ktoś ich ściga, ale nigdzie nikogo nie było. Kobieta miała na sobie skórzane buty i porządnie uszytą, grubą kurtkę, dziewczynka była ubrana w miękki biały płaszczyk – na takie stroje trudno było natrafić nawet w Utraconym Mieście, nie wspominając już o Zachodnim Bloku.

– Słyszałam, że mury się zawaliły i z Zachodniego Bloku ruszył w naszą stronę rozjuszony tłum – powiedziała kobieta.

– Co takiego?

– Mówią, że bandyci plądrują i podpalają domy, że zamierzają zabić wszystkich obywateli No.6 – w szczególności takich jak my, z Chronosu… Czy Utracone Miasto już nie stoi całe w płomieniach? I wszyscy nie żyją? Błagam, ratuj nas! – Kobieta mówiła dalej. – N-nie wiem, gdzie mamy uciekać. Jest ze mną moja córka – dokąd mamy iść? Nie damy rady przeżyć poza No.6, ale jeśli tu zostaniemy, też zginiemy – dopadną nas! J-ja się boję! Wszyscy się boją! A-ale… nikt nic nie robi! Nie ma gdzie się schować. Doszłyśmy aż tutaj, ale dalej nie już ma dokąd iść. Chyba nie oczekujesz, że naprawdę będziemy żyć poza murami No.6?! Błagam, uratuj nas! Błagam cię…!

– Proszę się uspokoić – powiedział Shion, wyciągając rękę, by pomóc kobiecie podnieść się z ziemi. Dziewczynka spojrzała na niego swoimi pięknymi, jasnoorzechowymi oczami. Choć nie płakała jak jej matka, jej wzrok mówił Shionowi, że zupełnie nie wiedziała, co robić. – Proszę się nie martwić, nie ma żadnych zamieszek – dodał. – Właśnie przyszedłem z Utraconego Miasta – ani śladu ognia, wszyscy zajmują się swoimi sprawami jak zawsze.

– O-ojej, naprawdę…? – Wyjąkała kobieta. – Mówią, że tamci mają do nas żal, że żyjemy tak wystawnym życiem ich kosztem… i że mają zamiar nas wszystkich pozabijać…

– Naprawdę krążą takie plotki?

– Tak, ale… ja nie wiedziałam, że to wszystko się dzieje! Nie miałam pojęcia, jak wygląda życie mieszkańców Zachodniego Bloku! Nie wiedziałam, że kogokolwiek uciskamy!

To nie tak, że nic nie wiedziałaś, pomyślał Shion. Po prostu nawet nie próbowałaś się dowiedzieć – ani trochę. Świadome odwrócenie wzroku, czy też całkowity brak chęci zrozumienia – powiedz mi, który z tych grzechów jest cięższy?

– W Chronosie panuje totalny chaos – mówiła dalej kobieta. – Krąży też plotka, że zamknęli lotnisko. Wszyscy są wściekli, płaczą, krzyczą i wrzeszczą…

– Proszę iść do domu – powiedział Shion. – Proszę wrócić i powiedzieć wszystkim w Chronosie, że nie ma powodów do niepokoju.

– Co…?

– W centrum miasta panuje jeszcze zamęt, ale wkrótce wszystko wróci do normy. Chciałbym, żeby przekazała to pani wszystkim mieszkańcom Chronosu – zwłaszcza że miasto ma dziś opublikować oficjalny komunikat w tej sprawie.

– Chcesz, żebym to ja to przekazała…?

– Tak, pani.

Trzeba było opanować ten chaos za pomocą wszelkich możliwych środków – oficjalnych ogłoszeń, mediów społecznościowych, masmediów, a nawet wiadomości przekazywanych z ust do ust. Prawda musiała przebić się przez plotki, dezinformację i napędzaną emocjami pustą paplaninę.

A oni nie zrobili jeszcze nawet pierwszego kroku.

– Mamo, chodźmy – powiedziała cicho dziewczynka, pociągając ją za rękę. – Zróbmy, co mówi. Wróćmy do domu i powiedzmy wszystkim.

– A-ach, dobrze… tak, zróbmy to…

Prowadzona przez córkę kobieta ruszyła w stronę Chronosu. Shion pobiegł z powrotem do Nezumiego, który stał kawałek dalej.

– Shion – zawołał go po imieniu.

– Hm?

– Twój umysł to coś wyjątkowego – naprawdę pierwsza klasa.

– Komplementujesz mnie?

– Nie. Po prostu stwierdzam fakt.

Nezumi lekko zmrużył oczy, jakby właśnie coś go zabolało.

Wiedział doskonale – wiedział, że Shion tu zostanie i zaangażuje się w odrodzenie No.6. Wiedział, jak trudne i wymagające to będzie. A mimo to zamierzał odejść.

Naprawdę nie mogę pójść z tobą?  pomyślał Shion. Chcę być przy tobie i chcę, abyś i ty był przy mnie. Ale choćbym nie wiem, jak bardzo tego pragnął, ty nigdy mi na to nie pozwolisz – wiem, że nie. Więc proszę… obiecaj mi chociaż jedno. Obiecaj, że się jeszcze spotkamy. Tylko o to jedno proszę.

Nad ich głowami rozległ się krzyk drapieżnego ptaka i przez krótką chwilę obaj chłopcy w ciszy obserwowali, jak krąży na tle olśniewająco błękitnego nieba.

 

Komentarze

  1. Za krótko...Ale jakże przyjemnie 🤗 Mimo chwilowej paniki 😆
    Czekam na drugą historię *_* ^_^

    Pozdrawiam serdecznie 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również pozdrawiam! Mogę pocieszyć, że druga historia poboczna jest nieco dłuższa i na pewno mniej melancholijna. (✿◡‿◡ )

      Usuń
  2. Słodko-gorzki ten tekst, niemniej jest naprawdę ładny (trochę przykry nawet)
    Dziękuję za tłumaczenie ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja dziękuję! ♡ Na szczęście dziś już nie musimy się martwić o to, czy spotkają się ponownie. Niemniej tekst jest bardzo nostalgiczny...

      Usuń

Prześlij komentarz